Co u mnie słychać.

Dzieci znów chorowały, na dodatek były tak miłe, że zaraziły swojego ojca. Trzech chorych facetów w domu, pogrom. Ale tym razem samiec jest dzielny i nie jojojczy, nie umiera i trzyma się ładnie. Za to dzieci kaszlały okropnie, smarkały, ale energii miały za trzech w porywach czterech. Może i los wie co robi, że zaproponował dogłębne przemyślenie posiadania kolejnego brzdąca, nie wiem czy bym wytrzymała. Poza tym im oni starsi, tym bardziej mi się nie uśmiechało przechodzenie tego od nowa.

Dzieci w domu, to i pomysłów od groma. Od zabaw w potwory, w złych i dobrych (starszy życzy sobie być złym) i kotka i pieska, po próby zagłaskania psa, schowania się w szafie. I to ciągłe gadanie starszego; ja naiwna istota martwiłam się, że dziecko późno zaczęło gadać, a on po prostu zbierał siły. Teraz gada, gada i gada, a stwierdzenie „powiem coś” wywołuje chęć ucieczki. Jak ja kocham jego szkołę, gdzie przez 5 godzin gada do innych. Nie żeby gadał głupoty, diabelnik jest inteligentny, i mimo iż po kilku godzinach słuchania większość tylko przelatuje obok mojego ucha, to czasem coś do mnie dotrze i zaczynam obawiać się tych jego przemyśleń. Ostatnio na tapetę trafiły tematy poważne, takie jak co zrobimy gdy Śmierdziel umrze i co on zrobi gdy my umrzemy (oswajanie śmierci się kłania), oraz mniej, z gatunku co by było gdyby Młodszy zjadł spinacz, lub gwizdek. Jedne wymagają rozmowy, drugie tym bardziej, ponieważ może wpaść na pomysł sprawdzenia tego empirycznie. Stwierdzam, że urodzenie mu brata było niezłym prezentem, jakbym się nieco pospieszyła akurat pod choinkę. Dostał kompana do zabawy, zwierzątko do eksperymentów i ofiarę do zrzucania winy. Czuję się poszkodowana, że los mi nie zafundował takiej rozrywki.

Młodszy natomiast ugruntowuje swoje gusta kulinarne. Na dzień dzisiejszy zje mięsko (z ketchupem), warzywa (z ketchupem), bułki (z ketchupem), płatki śniadaniowe (z ketchupem) i chętnie spróbuje jogurtu (z ketchupem), ale najchętniej jada ketchup. Człowiek łapie się na tym, że usiłuje kanapkę z dżemem pokropić czerwoną breją. Nie żeby nie zjadł, ale nie wiem jakby zareagował jego żołądek na to. Poza tym postanowił zmienić kolor krzeseł z granatowego na czekoladowy, używając do tego nadmiaru czekolady i dokładnie wcierając go w siedzisko. A że po mamusi to on leniwy, więc poprzestał na kilku plamach i zajął się czymś mniej męczącym.

No i mam w głowie taki obrazek, dwoje dorosłych ludzi siedzi w szafie a na ich twarzach maluje się przerażenie. Jedno mówi do drugiego „cicho bądź, może nas nie znajdą”, napięcie i groza, a za drzwiami… wesoło bawiące się potomstwo.

Rn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>