Taki sobie wpis bez rozsądnego tytułu

Pisałam ostatnio do fobii, więc mój umysł w jej imieniu odpowiedział. Że ja nie rozumiem, że ona i moje RZS sie uzupełniają, bo teraz jestem niestabilna nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. No a związki monogamiczne są już nie modne, teraz w modzie jest życie w trójkę, lub i wiecej, więc nie powinnam marudzić. Do tego mam dziś dzień napadu głodu i chętnie bym pożarła połowę jedzenia w domu, na co moja fobia wrzeszczy pełnym głosem, bym przestała, bo się roztyje jeszcze bardziej i co ona biedna zrobi, gdy przyczyną mego unieruchomienia w domu nie będa lęki, lecz niemożność przepchnięcia się przez drzwi?

A tak poza tym, to chora jestem, właściwie podły wirus zaatakował nas wszystkich i teraz smarkamy i charczymy. Możemy robić za broń biologiczną. Pewnie dlatego tak nieskładnie piszę… Zakupiłam dzisiaj laskę, teraz wisi sobie dumnie na szafce kuchennej i łypie na mnie. Nie jest mi niezbędna na co dzień, ale są takie dni, że lepiej ją mieć. Zwłaszcza gdy samca dominującego brak w pobliżu.

No właśnie, samiec dominujący. Stara się nie marudzić i nie umierać za głośno, taki dzielny jest, a mnie skręca, bo własnie teraz nie musi. Rozłożył się porządnie i marudzenie, ciamkanie i fochy wliczam w stan chorobowy, a ten z miną królika, któremu ukradli marchewkę, udaje, że jest ok. Wprawdzie na brak chorego faceta nie mogę narzekać, starszy syn nadrabia, ale wolałabym, żeby nie bagatelizował swojego stanu. No a starszy marudzi, cierpi i budzi mnie w nocy, bo mu papier toaletowy ginie. Istna drama queen z niego, teatralnym gestem wyciera nos, wzdycha i roni łzę. A ja usiłuje się nie śmiać, żeby dziecku przykrości nie zrobić. Już współczuję mojej przyszłej synowej.

Wzięcie to moje dziecko ma niezłe, dziewczynki go lubią, a on doskonale wie jak je podejść. Skąd mu się to wzięło, nie mam pojęcia, raczej nie po rodzicach. Po nas to ona ma ośli upór i lenistwo, no i niech mu będzie, urok po mamusi. Właściwie to mi się dzieci podzieliły na kocie dziecko i psie dziecko. Kocie ma swoje ścieżki, ale uwielbia być królem świata, nieco dzikie, przytula się gdy chce. A psie z kolan by nie złaziło, biegałoby radośnie za piłeczką i wiernie patrzyło się w oczy. Dwa małe czorty.

Życie ma w nosie nasze pomysły i tak robi po swojemu. Ale źle na tym, nie wychodzę. Mam fajna rodzinę, dom. Nawet choroba przyszła w nie najgorszym momencie, na tyle późno, żebym zdążyła urodzić i nieco odchować dzieci, na tyle wcześnie bym miała siły funkcjonować z nią. Bo właściwie jak inaczej to nazwać? Walką? Gdzie tu walka i z kim, walkę można wygrać, można przegrać, a ja i ona już razem do śmierci, co najwyżej ona w uśpieniu. Nawet trudno rozdzielić nas, zrobić z tego Rn i RZS, jest Rn z RZS, jedna babka z dokuczającymi stawami, łatwo mecząca się i utykająca nieco. Taka moja kolejna cecha, niezbyt pożądana, nieaprobowana, niechciana, nabyta, ale to nie kolczyki, które można zdjąć. Ot, pojawiła się, trzeba zaakceptować fakt, wprowadziła nieco dramatyzmu, ale i komizmu, utrudnia jak może, lecz jest tylko małym elementem składowym całości. I tyle. A teraz trzeba w to wierzyć gdy przyjdzie gorszy dzień.

Wasza smarkajaca

Rn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>