Święta, Święta i po Świętach

Jest taki czas, gdy ludzie dostają białej gorączki, wpadają na przemian w stan depresji i radosnego podniecenia, wszelkie diety diabli biorą, a na koniec można zalec w łóżku z westchnięciem ulgi. Pod hasłem ludzie mam na myśli siebie. O dziwo, myśl przewodnia „jak ja nienawidzę świąt” przewinęła się zaledwie kilkakrotnie w mojej głowie, a chęć zakopania się w ogródku w celu przetrwania jakoś nie nawiedziła mnie. No owszem, chciałam wleźć na drzewo i nie ruszać się z niego do Nowego Roku, ale moje możliwości fizyczne są zbyt ograniczone. Za to w pewnym momencie włączyłam stan olejwnictwa i co będzie to będzie. Bo jak ma się w domu chorego samca, chorą Umlautową oraz chore potomstwo, to nie wiele można.

Maraton zaczęło której dziecko, padło chore, po czym drugie przyniosło coś nowego i tak zgodnie zaczęli wymianę, wręcz było słychać podświadome „o co Ty masz? Ból głowy i katar? Fajnie, ja mam wykasływanie płuc z gorączką i majaczeniem, chcesz spróbować?”. No a jak małe chore, to tata nie będzie gorszy, powiedziałabym nawet, że duży może więcej. Zaległ mi chłop w pokoju gościnnym i na jakąkolwiek pomoc nie mogłam liczyć. A Umlautowa chyba pozazdrościła, bo zaraz potem kaszel zaczął dobiegać z jej pokoju. O dziwo, mimo leków zmniejszających odporność, mnie potraktowało delikatnie. I tylko zerkałam na Śmierdziela, czy przypadkiem i on się nie rozłoży. No ale on miał w głowie tylko sukę sąsiadów, która miała cieczkę, więc nie przyłączył się do wymiany doświadczeń chorobowych.

I w takich pięknych okolicznościach powiedziałam stanowcze nie konkretnym przygotowaniom. Zakupy tylko przez internet. Sprzątanie? Wszystko na kupę i przykryć czym się da, niech będzie, że to symbolizuje hałdę śniegu, albo czego tak się chce. Choinka, no tutaj trzeba jednak Samca Dominującego wysłać, ale potem potomstwu zleca się jej ubranie, co daje całkiem porządne wyobrażenie chaosu, ozdób świątecznych i gałązek z igiełkami. I dzięki Ci Panie za rodziców, którzy wspomogli, dzięki czemu wigilia odbyła się w sprzątniętym mieszkaniu (ich) i miała wymaganą ilość potraw.

No i prezenty. Im jestem starsza, tym bardziej stają się zbędne. Oczywiście lubię je dawać, oj aż za bardzo, tylko wolałabym wcześniej wygrać jakąś większą ilość gotówki, żeby nie musieć już tak strasznie kombinować. Dumna jestem za to z potomstwa, które dzielnie pomagało Mikołajowi malując magnesy dla taty i dziadka, a potem dostarczając część z nich pod choinkę u cioci. Bo my co roku mamy dwie wigilie, jedną u siostry Samca, wraz z całą rodziną od jego strony, oraz późniejszą z moimi rodzicami. Oznacza to zazwyczaj zawalenie potworów masą prezentów, aż sami się gubią co, jak i kiedy.

No, mamy spokój na 12 miesięcy.

Rn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>