Kataklizm zwany reformą

Dzień dobry, nazywam się Rn i jestem mamą pięciolatka, który miał już jako sześciolatek iść do pierwszej klasy. Jednocześnie jestem teoretyczną nauczycielką, teoretyczną, bo studia skończyłam i tyle wspólnego z zawodem wyuczonym mam. Niestety, przez ukończone studia posiadam pewną wiedzę i ideały przynależne zawodowi, a brak doświadczeń nie zweryfikował ich wystarczająco.

Po tym wstępie przechodzę dalej, do mojego syna, zobowiązanego do uczęszczania do placówki oświatowej/opiekuńczej. Jako jego matka zostałam postawiona przed wyborem, gdzie posłać me dziecię. Choć słowo „wybór” objawia się tutaj jako żart. W teorii bowiem jest on całkiem rozległy, gdyż mogę posłać syna do przedszkola lub szkoły, państwowo lub prywatnie. W praktyce za to pojawiają się pęknięcia na tym liofilicznym obrazku. Po pierwsze pieniążki nie mają ochoty pojawiać się same na moim koncie, nikt nie chce mi sprezentować wyżywienia, benzyny i odzienia, co niestety wyklucza wszelkie w pełni odpłatnie rozwiązania sytuacji. Po drugie, w mojej gminie, składającej się z kilku prężnie rozwijających się miejscowości, jest około 300 miejsc w przedszkolach. Nie, nie dla pięciolatków, dla wszystkich roczników. Co za tym idzie, mój wybór ogranicza się do oddziału przedszkolnego w miejscowej szkole, co zresztą dotyczy sporej grupy rodziców. Dlatego w klasie mamy 25 dzieci, w większości pięciolatków, które nigdy wcześniej nie miały nic wspólnego z takim miejscem (z powodów jak wyżej). Dzieci te mają niebywałe szczęście, gdyż mogą pozostać w „zerówce” dwa lata, dzięki czemu mają szansę dojrzeć do pierwszej klasy. Ale mój młodszy syn ma już nie mieć takiego szczęścia. A mnie skręca, gdy pomyślę co by było, gdyby i starszy go nie miał. Bo jakby to wyglądało? Moje dziecko znalazłoby się w szkole, która staje na głowie by dostosować warunki dla takich maluchów, z nauczycielką, która zaharowuje się, by podnieść swoje kompetencje i przygotować uczniów jak najlepiej, z programem skleconym na kolanie niemal, co roku poprawianym. No szlag może człowieka trafić. Dlaczego w cywilizowanym kraju można wprowadzać reformę przez wiele lat, zaczynając od przygotowania kadry, budynków, programów, zaplanowania wszystkiego krok po kroku, z namysłem, powoli, a w Polsce robi się to na hura? Odnoszę wrażenie, że ktoś przeczytawszy już wszystkie plotki z botka lub innego ratlerka, uznał, że nudzi się, więc może wprowadzi reformę. Idzie do kolegi z pomysłem, tamten wyjmuje kalendarz i ustalają do kiedy ją wprowadzają. Wygląda to zapewne tak:

- Hipolitku, może wprowadzimy reformę oświaty?
- Och, co za wspaniały pomysł, Gangrenko! Właśnie skończyłem dłubać w zębach, więc mam chwilkę czasu.
- No to kiedy?
- Poczekaj, zaraz zaraz. Oj wiesz, w tym roku wyjeżdżam na wakacje do Tajlandii, to nie chce mi się wysilać. No a poza tym Zygrfrydzik ma termin wczasów na pierwszą połowę września, a to chyba jakoś od wtedy trzeba by zacząć. No i trochę czasu na to chyba potrzeba.
- No może, ale nie za długo, bo wiesz, za 3 lata to ja bym sobie budowę nowej willi zaczęła i czasu mieć nie będę, więc co, za dwa lata?
- Jasne, najwyżej sobie przełożymy jak się nie wyrobimy, co tam. AS właściwie, to o co chodzi z tą oświatą?

Czy naprawdę nie można było zrobić tego dobrze? I ta kompletna bzdura, ale ładnie wyglądająca na papierze, wyrównywanie szans. Jakie wyrównywanie? Chcecie wyrównywać to dajcie dostęp dzieciom do przedszkoli. Dzisiaj problemem nie jest to, że rodzice nie chcą puścić dziecka do niego, ale że nie mają na to szans.

Moje zetknięcie z obecną oświatą, całkiem nieźle przeoraną przez kolejne genialne pomysły reformatorów, a dokładniej wprowadzaczy pomysłów, za skutkowało dzisiejszym stwierdzeniem, że moje dziecko właśnie bawi się w politykę, czyli lepi bałwana.

Rn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>