Samochody jak nieszczęścia – do naprawy chodzą parami.

Zapewne nie pisałam, że jesteśmy rodzinnie posiadaczami dwóch aut, samiec Romana, a ja Zuli. Niestety mimo odmiennej płci, nie mają szans się rozmnożyć, choć z drugiej strony, przy dzisiejszych cenach benzyny wyżywienie młodych byłoby zbyt kosztowne. no i właściwie po co nam kilka maluchów? Nie te czasy. Dlatego też nasze maszyny są jałowe, co wpędziło je w depresje, a przynajmniej Zulę. Roman bowiem do warsztatu trafił po zbyt nachalnej próbie podrywu przez jakąś Toyotę, która, kolokwialnie mówiąc, próbowała mu zleźć w zad. Wyszedł z tego poobijany, bez większej części zderzaka i z koniecznością klepania. Dobrze, że jego wnętrze nie ucierpiało, tym bardziej że w jego skład wchodził mój starszy syn.

Zula za to zaprotestowała podczas jazdy, zatrzymała się i zdechła kompletnie, coś w jej wnętrznościach całkowicie się wyeksploatowało. Mam nieodparte wrażenie, że ona mnie zwyczajnie nie lubi, bo ciągle kombinuje jak zrobić mi na złość, a to jakąś lampką mruga, a to skrzynię zmiany biegów blokuje. Zwyczajnie zazdrosna jest wariatka jedna, że ja tak urodziwieję na starość a ona nie. I nie jest to sprawa płci, z poprzednim samochodem super się dogadywałam, a to także była dziewczyna, malutka zwana Smoczycą. Kochała mnie z całego swojego silnika, przetrwała moją naukę jazdy i dziwne trasy, a padła dopiero gdy prowadził ją samiec (i tutaj zachowała się super, gdyż przyjęła dzielnie uderzenie i wyszedł on bez szwanku). Tęskni mi się za jej zielenią, odgłosem warczenia i ustawieniem wnętrza. Niestety, dokonała żywota.

Nie zgadzam się z twierdzeniem, że byłam do Zuli uprzedzona, o nie! Powitałam ją radośnie, obdarzyłam zaufaniem i uczuciem, a to ona go nie odwzajemniła. Podły babsztyl. No nic, może teraz doceni wkład włożony w jej reanimację i zacznie zachowywać się jak na grzeczny samochód przystało. A jeśli nie to będę musiała się wspiąć na szczyty wspaniałomyślności i sprzedać ją nim w fazie maksymalnego wkurzenia nie użyję na niej klucza do opon.

Trzymajcie za nas kciuki

Rn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Samochody jak nieszczęścia – do naprawy chodzą parami.

  1. ~Mili pisze:

    Co ja bym oddała za własny kawałek samochodu… pozdrawiam;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>