Ta wredna jędza!

Czyli mój samochód mnie nienawidzi.

Ta, niby wiem, że samochód to coś nieożywionego, beznamiętnego i bezdusznego, ale jak inaczej mam tłumaczyć jej zachowanie? Jeżeli coś może się zepsuć to się zepsuje, i to najlepiej wtedy, gdy ją prowadzę, lub gdy nieco wcześniej w jej obecności wspominałam o planach, w których powinna uczestniczyć. Zadziwia swoją elokwencją wszystkich, nikt nie rozumie jakim cudem samochód w tak dobrym stanie wywija takie numery. Jeśli na drodze znajdzie się gwóźdź, to ona go odnajdzie, bylebym tylko musiała się potem męczyć. Przy mnie jej radio przestaje odbierać cokolwiek, gdy wsiada za kierownicę samiec dominujący to natychmiast słychać muzykę. Jak ja mam to nazwać, jak nie dojmującą i wypływającą każdym zaworem niechęć do mnie? Uwzięła się durna baba i nie ma jak jej przetłumaczyć, że jej gabaryty sprawiają, że jest tak zwanym autem kobiecym i to kobieta powinna być jej kierowcą. Ona zwyczajnie woli facetów. Może powinnam znaleźć mechanika kobietę? Mogłoby to się Zuli nie spodobać i uznałaby, że psucie się jej już nie pociąga.

Jak na razie nasze dialogi wymagają zatykania uszu dzieciom, ona mi piszczy ja jej od wariatek, ona warczy ja jej każę ryja zamknąć (maskę ma zamkniętą więc trochę się gubię), ona odmawia zapalenia ja grożę podpaleniem. Przed dalszymi wycieczkami odczuwam lęk, odzywają się wszelkie nerwice i organizm wyłącza funkcje sprawnego poruszania się. I nie, nie chodzi o to, że ona znowu stanie w miejscu i odmówi dalszej jazdy o własnych siłach, ale raczej o to, że jak to zrobi to wyjdę, wyjmę klucz do opon i porozbijam jej wszystko co dam radę. Wiadomo już czemu nie mam ochoty wozić ze sobą saperki, pewnie bym ją jeszcze zakopać usiłowała, żeby mi z oczu zeszła.

I powiedzcie mi za co ona mnie tak nienawidzi? Czy to ja pobrudziłam jej tapicerkę sosem duńskim? Nie, to samiec dominujący. Czy to ja załatwiłam jej zawieszenie? Nie to Zmrozinek. Ja byłam miła, delikatna, mówiłam do niej czule, nazywałam dziewczynką i skarbem, nawet jej do kluczyków imienny breloczek zrobiłam. I co z tego mam? Musiałam trafić na niewdzięczną, wredną babę, którą najwyżej mogę sprzedać, bo teraz, gdy połowa jej części jest nowa, nie opłaca się jej rozbijać, podpalać, topić ani robić z nią innych rzeczy, które by ulżyły mojemu duchowi. Już nie wierzę, że się nawróci, dlatego możecie spodziewać się następnych tekstów o tej jędzy Zuli, noszącej zaszczytne miano Volkswagena Polo.

Rn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>