Fanatycznie nie cierpię cyckowego fanatyzmu

Jako osoba interesująca się szczepieniami, a właściwie walcząca z ich niedostosowaniem do indywidualnych przypadków, stykam się także z kampaniami dotyczącymi naturalnego karmienia piersią. I odzywają się we mnie wspomnienia.

Jak już wspominałam, urodziłam dwoje dzieci, obydwu synów siłami natury, choć w przypadku pierwszego raczej napędem kroplówkowym, i zetknęłam się z całym tym cyrkiem zwanym „szpitalem przyjaznym dziecku”. Dlaczego cyrkiem? Bo inaczej nie można nazwać tego co się tam działo. Mój syn nie umiał się ładnie przyssać, na dodatek pokarm pojawił się u mnie dość późno, w wyniku czego byłam pogryziona, a on osłabiony. Na moje nieśmiałe zwracanie uwagi, że coś jest nie tak, słyszałam, że mam idealne piersi do karmienia dziecka, a przystawiania dziecka uparcie uczono mnie, gdy siedziałam na twardym krześle, co ze szwami wiadomo gdzie, po 40 godzinach akcji porodowej (plus 9 wywoływania) było męką okropną. W końcu obchód raczył mnie poinformować, że moje dziecko ma bardzo niski cukier, niemal oskarżycielskim tonem, bo to przecież moja wina. Potem nastąpiło zastraszenie kroplówką dla dziecka i pierwszy promyk słońca pod postacią położnej, która przekonała lekarza, żeby dziecko dokarmić. Co 2-3 godziny przez 30 minut dawałam małemu cycka, po to by dostać później butlę. Dziecko odżyło, ja psychicznie też, co wpłynęło na pojawienie się mleka i zapewne byłoby naprawdę fajnie, mimo początku, gdyby nie ciąg dalszy moich perypetii szpitalnych. Zgodnie z wytycznymi zgłosiłam się po ostatnią butlę rano, tuż po zmianie pielęgniarek i trafiłam na kogoś, kto naprawdę nie wiem po co się tam znajdował. Na moją prośbę o mleko i wyjaśnienie, po co przyszłam, zostałam ochrzaniona od góry do dołu, musiałam wysłuchać jaka to ze mnie zła matka, bo chcę dokarmić dziecko, jaką mu krzywdę robię, jak się na niczym nie znam, zostałam złapana za pierś a następnie mój sutek został mocno zgnieciony, by ukazać mi, że mam pokarm (szkoda, że nic się nie pokazało). Wychodząc usłyszałam jeszcze, że to przez takie jak ja szpital może utracić swój wspaniały status przyjaznego kamieniu cyckiem. Wróciłam do sali roztrzęsiona, znerwicowana i w złym stanie. Ze szpitala uciekłam jak tylko wyniki dziecka na to pozwoliły, przy wsparciu pediatry, która widziała mój stan. Dzisiaj zapewne zrobiłabym piekło, wysyczała babie co sobie może zrobić i nasmarowała skargę, ale wtedy byłam młodą kobietą po pierwszym, trudnym i długim porodzie, fobikiem społecznym zamkniętym w szpitalu na ponad dwa tygodnie.

Po powrocie do domu nie było lepiej, pokarmu było ile było, jak wiadomo mleko nie bierze się z cycka, tylko swój początek ma w głowie, a moja głowa napakowana była czarnymi myślami. Nie pomagał fakt, ze starszy z moich synów nie znosił przytulania, musiał mieć swobodę. Przez miesiąc męczyłam siebie i dziecko, to ‚wspaniałe’ doświadczenie było torturą i tak je wspominam. Po miesiącu zrezygnowałam z karmienia piersią jako jedynej formy dostarczania pożywienia mojemu potomkowi i podawałam mu butlę. Niestety moje dziecko wolało męczyć się z cyckami matki, co podobno jest niezbyt częste, niż zaczerpnąć pokarmu z butli. Były więc walki z cyklu „nadal jestem głodny a tam pusto, a butli do buzi nie wezmę”. I kolejne dwa miesiące raju, z próbą napędzenia laktacji zgodnie z radami poradni laktacyjnej. Gdy mały miał 3 miesiące, uznałam, ze nie ma to sensu. I od tej chwili zaczyna się ta niemal sielankowa część macierzyństwa. Wreszcie byłam blisko mojego dziecka, on był zadowolony, przybierał na wadze, z czym przedtem bywało różnie, wprawdzie zaliczał się do niejadków, ale i tak było dużo lepiej niż wcześniej.

Gdy starszak miał 20 miesięcy urodziłam drugiego syna. W innym szpitalu, gdzie zaraz po porodzie przyszła na moją prośbę położna, która pokazała mi jak przystawiać małego, zobaczyła jak on ssie, wysłuchała, dała kilka porad i kazała się zawołać, jeśli cokolwiek będzie nie tak. Dodatkowo dowiedziałam się, że o ile karmienie piersią jest najlepszym sposobem odżywiania malucha, a wszelkie problemy da się pokonać wspólnie i przy pomocy personelu, to jest to moja decyzja jak żywię dziecko. Dziecko było stworzone do cycka, przyssało się cudownie, nie znęcało się nad sutkami, a moje piersi produkowały pokarm jak trzeba. 2 dni w szpitalu były miłe i nawet problemy nie działały frustrująco. Mały miał refluks, który zapewniał nam atrakcje w postaci nagłego wytrysku pokarmu przez usta i nos, po czym pojawiało się beknięcie i dziecię z błogim wyrazem twarzy zasypiało. Ale nie dane mi było karmić go naturalnie, wcześniej zafundowane mi doświadczenia wpłynęły na moja psychikę. Bo tak naprawdę nawet gdy nie karmiłam już piersią starszaka musiałam nadal mierzyć się z oskarżeniami, że jak mogę, przecież to cycek jest najlepszy, nie jestem dobrą matką. Ciągłe wpędzanie w poczucie winy, ciągłe wyrzuty, ciągły cyckowy fanatyzm. I skutek, czyli męka podczas karmienia drugiego dziecka. Wytrzymywałam około 5 minut, potem zaczynało mną trząść, chciałam oderwać ssaka od piersi, odłożyć go do łóżeczka i uciec. Po 10 minutach w oczach miałam łzy. Nie zafundowałam nam kolejnych miesięcy traumy, karmiłam do momentu gdy moja psychika mi dawała, a potem spokojnie wkładałam do paszczy butlę. Przez 3 miesiące moje dziecko dostawało na zmianę naturalny i sztuczny pokarm, potem powoli zmniejszałam ilość cycań dziennie, aż całkiem z nich zrezygnowałam. Spokojnie, już bez poczucia, że robię mu krzywdę, nauczyłam się puszczać mimo uszu komentarze o tym co ze mnie za matka. Oczywiście wielokrotnie słyszałam jaką krzywdę im robię, jak bardzo będą mi chorować
(do chwili pójścia do przedszkola obaj chorowali mniej od większości znanych mi ich rówieśników), jak ich utuczę (nie udało się, 25 i 50 centyl osiągnięty obecnie, wcześniej 3 i 25), jak to im zęby się szybko popsują(starszemu mleczaki zaczęły się właśnie kruszyć, ale nadal próchnica w ich wypadku to zjawisko mit). Żałuję jednego, że dałam się wkręcić w to cholerne poczucie winy, że nie umiałam się postawić, że nie potrafiłam znaleźć osoby kompetentnej i uzyskać pomocy.

I dlatego szlag mnie trafia na fanatyczne mamuśki, położne i lekarzy, którzy w swoim zafascynowaniu cyckiem i jego produktem oraz ich oddziaływaniem na dziecko zapominają o tym, że piersi nie są jakąś autonomiczną formą życia, przypadkowo dołączoną do kobiety, tylko jej częścią, że matka też jest ważna, że mleko modyfikowane, mimo iż nie jest tak doskonale i dobre jak mleko mamy, nadal jest pokarmem nie szkodzącym dziecku i je odżywiającym. Mamy prawo nie lubić karmić piersią, odczuwać dyskomfort podczas tego, możemy nie być w stanie karmić dziecka w ten sposób i naprawdę nie potrzeba nam wtedy słuchania o cholernych szpitalach przyjaznych dziecku, o krzywdzie którą mu wyrządzamy, wolałybyśmy wtedy dostać wsparcie, pomoc w karmieniu naturalnym, a gdy jednak się nie uda to bez fochów i obraz uzyskać pomoc w doborze mleka, smoczka i w sposobie utrzymania bliskości z dzieckiem w chwili, gdy ciepły i naturalny sutek musimy zastąpić gumową namiastką.

A teraz podsumuję. Tak, mleko produkowane przez kobietę jest najlepszym pokarmem dla jej młodych. Tak, mleko modyfikowane jest jego namiastką i gorszym wyborem. Nie, karmienie butelką nie oznacza, że robisz dziecku krzywdę, że jesteś złą matką. Nie, fanatyczne zmuszanie matki do którejkolwiek z tych dwóch form karmienia nie jest ok. Nie, karmienie piersią nie musi być czymś, co sprawi, że zapewnisz swojemu dziecku poczucie bliskości. Tak, powinnaś spróbować karmić piersią i nie poddawać się na samym początku, warto zawalczyć, ale Nie, nie musisz wykańczać się psychicznie, jeśli nie jesteś w stanie tego znieść. Nie, to że matka daje butelkę nie oznacza, że jest leniwa, lub ma na względzie wygląd swoich piersi. I po ostatnie, nie pozwól by ktoś wmawiał Ci, że jesteś złą matką, bo wybrałaś inny styl karmienia niż on preferuje. Nie, nie masz prawa wpędzać matki w poczucie winy, gdy zamiast cycka podaje butelkę z dostosowanym do malucha pokarmem. Tak, karmienie piersią jest tańsze, zdrowsze i wymaga mniej zabiegów przygotowujących. Nie, nawet jeśli zostałabym matką biologiczną ponownie (co z powodów zdrowotnych uznaję za niemożliwe), nie walczyłabym o naturalne karmienie z całych sił, jeśli tym razem udałoby się to super, jeśli pojawiłyby się oznaki, że moja psychika ma dość, to żegnaj cycku, witaj butelko.

 

P.S. Mój poród nie należał do miłych, pamiętam ból i całą otoczkę, ale mówienie o tym przychodzi mi bez trudu (wg niektórych nawet za łatwo) i nie wywołuje przewrotów żołądka. Za to okres karmienia piersią do dziś nacechowany jest negatywnymi emocjami, wspominanie go jest nieprzyjemne i sprawia, że coś we mnie pęka. Dziękuję opiece poporodowej w miejscu mojego pierwszego porodu, w szpitalu tak bardzo przyjaznym dziecku, zyskałam traumę do końca życia. A następna pielęgniarka, która złapie mnie za pierś bez wcześniejszego zapytania o pozwolenie dostane z pięści, łokcia lub kolana, w zależności od tego, który staw będzie akurat działał sprawnie. Ewentualnie użyję laski.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

105 odpowiedzi na „Fanatycznie nie cierpię cyckowego fanatyzmu

  1. ~ssHaDee pisze:

    pierwsze dziecko rodziłam poprzez cesarskie cięcie. poród szybki dochodzenie do siebie trwające nawet kilka tygodni. 8 miesięcy temu urodziłam siłami natury. zakładam, że nie będę miała więcej dzieci, chciałam więc nabyć i takich doświadczeń jak wypychanie z siebie dziecka :) ból niemiłosierny, jeszcze nawet nie byłam w połowie a miałam ochotę zawinąć się do domu. sam moment narodzin przecudowny. pierwsze chwile z dzieckiem również.
    jeśli chodzi o karmienie, obie córki karmiłam piersią. jedną odstawiłam dopiero po 2 latach i 3 miesiącach, druga wciąż jest karmiona. kiedy wróciłam do pracy przy pierwszym dziecku, po moim powrocie do domu chwile karmienia były dla nas wynagrodzeniem sobie rozłąki. córka ssała pierś, ale nie spuszczała ze mnie wzroku, a rączką trzymała mój kciuk. to były wspaniałe chwile, które przerywało mamrotanie teściowej, że dziecko jest już za duże. z bólem serca odstawiłam. nie krytykuję marek, które nie karmią piersią, ale jednak jestem zwolenniczką naturalnego karmienia :)

    • ~Anka pisze:

      No, i to jest normalne podejście do sprawy. :) Jesteś zwolenniczką karmienia naturalnego, ale nie najeżdżasz z tego powodu na „butelkowe mamy”. pozdrawiam! :)

    • ~elwirak pisze:

      Ja mam 2 całkiem różne doświadczenia porodowe w odstępstwie 8 lat, pierwsze dziecko rodziłam we Francji – w zwykłym szpitalu (bez miana przyjaznego dziecku lub mamie) drugie w Polsce w przyjaznym… jeśli chodzi o karmienie – w obydwu przypadkach poszło bardzo dobrze, chociaż gdybym pierwsze dziecko urodziła w Polsce – pewnie bym nie karmiła, lub przynajmniej miała problemy.
      we Francji – nie ma szału i naporu na karmienie naturalne – lecz poradnictwo i pomoc już w szpitalu w tej kwestii jest nieporównywalnie lepsze niż tutaj.
      Jestem zwolenniczką karmienia piersią, lecz moim zdaniem cała otoczka polska (generalizuję oczywiście) jest nieadekwatna. a największą paranoją – w tym całym gadaniu o cudzie i niebiańskich przyjemnościach karmienia – jest właśnie pokazywanie karmiących matek z błogimi minami. NIE! uważam, że każda przyszła matka powinna wiedzieć, że przez pierwsze 2 miesiące (mniej więcej) karmienie jest trudne, jest procesem prowadzącym do uregulowanego karmienia – które potem, owszem jest miłe i przyjemne i wygodne. lecz nie przez pierwsze 2 miesiące. A z takim przygotowaniem da się wytrzymać – bo ja specjalnej traumy nie odczułam, chociaż popękane brodawki miałam i prąd przeszywający piersi, kiedy spływało mleko – wszystko w czasie tych pierwszych tygodni karmienia. W wielu przypadkach gadania o karmieniu brakuje uświadomienia, że pokarm (w sensie mleko) przychodzi dopiero w 2-3 dobie, a wcześniej jest tzw. siara – która zawiera ogromnie dużo cennych składników zwłaszcza odpornościowych – jest bardzo wartościowym pokarmem i mimo niewielkiej ilości – jest wystarczającą ilością dla noworodka. I istnienie siary – jest naturalnym etapem (pierwszym, ważnym) karmienia.
      I podsumowując – nie da się zacytować znanego powiedzenia: „i nikt nie mówił, że będzie pięknie”. bo nikt nie mówi, że nie będzie.

  2. ~Sabina pisze:

    Ja też mam podobne do Twoich przeżycia i taki sam pogląd na sprawę. I cieszę się, że o tym piszesz, mimo iż pewnie zostaniesz obrzucona łajnem przez aktywistki. pozdrawiam

  3. ~Dominika pisze:

    Niestety, mam również nie miłe wspomnienia ze szpitala ” przyjaznego dziecku”. Mój syn miała bardzo cofniętą szczękę co uniemożliwiało mu picie z piersi. Przez dwa tygodnie po porodzie przeżyłam horror. Już nie mówię co położne robiły z moim biustem i że dokarmiały dziecko, ze strzykawki( by nie zatraciło odruchu ssania z cycka). Był tak osłabiony i odwodniony, iż dostał tak mocnej żółtaczki, która graniczyła już z porażeniami różnego typu. A gdy chciałam zacząć karmić butlą, jak cywilizowany człowiek, usłyszałam, że zostanę jeszcze pare dni w szpitalu, bo muszą sprawdzić czy potrafię karmić butlą. Na szczęście synek po pobycie w kolejnym szpitalu był już zdrowy.( Szpitalu bez szyldu przyjazny dziecku). Obiecałam sobie, że moja noga więcej w tym szpitalu nie postanie. Pozdrawiam:)

  4. ~Anka pisze:

    Zawsze miałam wyrzuty sumienia, że przestałam karmić synka yckiem po m-cu. Bo szczerze mówiąc zrobiłam to dla własnej wygody. Nie miałam nawału pokarmu, może gdybym po tym m-cu nie odstawiła Młodego to coś by z tego było, tego się nie dowiem, ale 4-rogodzinny komfort psychiczny, jaki czułam do następnego karmienia przy butlu, był nie do opisania. dziecko najedzone, ja spokojna, mogłam odpocząć. byłam wtedy sama z dzieckiem. nikt mi nie pomagał, dlatego uznałam, że nie będę co 15-30 min wyciągać cyca, skoro mogę podać butlę i od tego się nie umiera. jasne, że gdybym miała normalne mleko (czyt. odpowiednią ilość), a Młody chciałby jeść co 2-3 godziny to pewnie nawet zniosłabym to dziwne i wkurzające mnie uczucie kiedy ssał tego cyca. I, faktycznie, ja też mądra jestem teraz, też sobie wyrzucam, ze nie wygarnęłam tym nawiedzonym kobietom.

  5. ~jolanta pisze:

    Mam troje, dorosłych już dzieci. Każde z nich wykarmiłam w końcu butelką, ciągle wpędzana w poczucie winy, jaka to ze mnie zła matka. Całe moje otoczenie mi o tym przypominało, łącznie z babciami (bo przecież one cudownie sobie radziły i karmiły piersią przez rok a nawet dwa). Dzięki Bogu, mój mąż okazywał mi wsparcie, widząc jak usilnie staram się karmić naturalnie i nic z tego nie wychodzi. Pozdrawiam:)

  6. ~Sabi222 pisze:

    Ja obie ciąże karmiłam butelką, gdyż choruję i nie mogłam przystawić dzieci di piersi ze względu na zażywane leki. Chciałam mocno karmić piersią, ale zdrowie dziecka było najważniejsze. To jest indywidualna prawa czy karmię butelką czy piersią. Nie krytykuję butelkowego karmienia. Jestem wręcz za i nie chodzi o wygodę ale o możliwość wyboru.

  7. ~Anka pisze:

    jestem matką dwóch synów, obu karmiłam piersią, starszego 6 miesięcy, młodszego 3-4 miesiące. Na drugi dzień po porodach (oba cesarskie cięcia) miałam nawał pokarmu, ból piersi był chyba większy niż rana po cięciach ;) . Nigdy nie miałam problemów z dostawianiem dzieci, jadły dużo, co 3-4 godziny. Przy drugim synu czasem pęknięte brodawki. Fizycznie wszystko ok. Ale przystawianie do piersi nie było żadną przyjemnością, czułam się jak dojna krowa. Wolałam przewijać kupy moich dzieci, niż je karmić piersią. Wiem jestem dziwna, ale myślę, że wiele kobiet tak ma, tylko boją się mówić o tym głośno. Ja w pewnym momencie powiedziałam dość i wybrałam mleko sztuczne. I byłam szczęśliwa, moje dzieci pewnie też odczuły poprawę humoru mamy. Tylko, że ja miałam gdzieś co mówią inni ludzie i nie przejmowałam się ich gadaniem. Dla mnie najgorszą rzeczą w macierzyństwie było karmienie piersią i nie wstydzę się mówić o tym głośno. A moje dzieci chociaż krótko były na piersi rozwijają się prawidłowo, chorują z taką samą częstotliwością jak inne dzieci w żłobku. Powiedziałabym nawet, że młodszy syn, który był krócej na piersi rzadziej i lżej choruję niż starszy. Więc jakoś w naszym przypadku nie sprawdza się, że jak dziecko jest dłużej na piersi to ma lepszą odporność.

    • ~Atena pisze:

      Nie ujęłabym tego lepiej. Miałam dokładnie tak samo! Moja córka ma teraz 7 lat i więź emocjonalna między nami nie była ani przez minutę zaburzona. Zdrowa, fajna, dobrze rozwijająca się dziewczynka :) Pozdrawiam

    • ~lusi pisze:

      mam 3 córki. Wszystkie karmiłam piersią. Najstarszą i najmłodszą 3-4m-ce, środkową 13 m-cy. Moje zdanie na temat zbawiennych skutków karmienia piersią zweryfikowało życie, gdyż córka, która najdłużej była karmiona moim mlekiem jest najmniej odporna na choroby i dopadła ja próchnica zębów. Pozostałe córki chorują rzadziej a jeżeli już to łagodniej przechodzą. Kobiecy organizm jest przystosowany do produkcji mleka ze składników jakie organizm dostarcza, więc gdy jakichś składników brakuje to z niczego ich nie zrobi. Mleko matki nie zawsze jest pełnowartościowe. Poza tym to wygoda i ekonomia (bo mleko zawsze gotowe pod ręką i tanie).

    • ~milena pisze:

      Podczas karmienia czułam się jak rzecz, przedmiot istniejący tylko po to, by karmić dziecko. Nie czułam się już kobietą, nie czułam się żoną, byłam tylko od karmienia. W momencie kiedy zaczęłam karmić moje piersi stały się własnością publiczną – zupełnie nie szanowano mojej prywatności, każdy uznawał za naturalne, że może pociągnąć, obmacać i wszystko bedzie w porządku. Było to dla mnie upokarzające. To dobrze, że są szpitale przyjazne dzieciom, ale warto również by pomyśleć o szpitalach przyjaznym matkom.

    • ~mikizone pisze:

      Anka – ja również nie wyobrażam sobie, żebym mogła karmić piersią. Jest to i było dla mnie zawsze obrzydliwe. Takie uprzedmiotowienie kobiety. Podobnie ja Ty karmiłam mlekiem sztucznym, odpowiednio dobranym, dzięki czemu nie miałam problemu z kolkami u dziecka ( a wiadomo, że wystarczy zjeść coś niewłaściwego i kolka gotowa ), dziecko pięknie spało, bo było najedzone, mogłam kontrolować ile zjadło i naprawdę mogłabym wymieniać w nieskończoność zalety butelki, lecz sądzę, że i tak nie przekonam, szczególnie w Polsce, zagorzałych fanatyków piersi. I co jest istotne – dzięki karmieniu butelką mam bardzo ładne piersi, które z pewnością stałyby się obwisłe przy karmieniu piersią. Niewiele kobiet po karmieniu ma w miarę ładne piersi. Pierwsze co zrobiłam po porodzie, to poprosiłam swojego ginekologa o hormony na usunięcie pokarmu i zrobiłabym to ponownie, gdybym obecnie urodziła kolejne dziecko. Mój syn ma już 15 lat i ma się świetnie. Jest zdrowy, rozwinięty doskonale i nie chorował wcale częściej od innych dzieci, gdy był mały. Każdy ma prawo wyboru i to kobieta powinna podjąć decyzję o swoim ciele i życiu. Najlepiej się nie przejmować problemem wyższości karmienia piersią nad butelką. Trzeba też pamiętać o tym, że kobieta – jak każdy ssak została wyposażona w mleko po porodzie po to, żeby jej dziecko nie umarło z głodu, gdyby nie miało co jeść. Tak działa natura – w sytuacji kryzysowej zapewnia pokarm dziecku i w zasadzie jest to dla mnie jedyny argument przemawiający za.

  8. ~Violla pisze:

    Takim matkom, co to mają pretensje, należało by z urzędu obierać bachory i kierować do natychmiastowej adopcji przez godniejszych i bardziej poprawnych politycznie partnerów. Były by wychowywane na czołowych ludzi a nie na jakichś brudnych katoli!

  9. ~nietoperek21 pisze:

    po urodzeniu pierwszego dziecka miałam bardzo mało pokarmu , dzieciak gryzł mnie niemiłosiernie bo miał duże potrzeby (4450 waga urodzeniowa) karmiłam butelką ale nie mogłam otworzyć żadnej gazety o dzieciach , nie mogłam spojrzec na puszkę sztucznego mleka bombardowana hasłami jak MLEKO MATKI JEST NAJLEPSZYM POKARMEM DLA DZIECKA . Płakałam. Do tej pory jak o tym pomyślę to chce mi się płakac a syn ma 9 lat !!! Ten napór na naturalne karmienie to straszny stres dla matek. Dobrze , że mam już to za sobą :(

  10. ~Marta pisze:

    Chciałam karmić i karmiłam mojego młodego zaraz po urodzeniu… miał bardzo dużą żółtaczkę… i jak się potem okazało, potem pediatra powiedziała mi że nie powinnam go karmić przy takiej żółtaczce naturalnie ( w szpitalu mi nic o tym nie powiedzieli ! ) … miał skaze białkową, więc ja nie mogłam jeść wogóle nabiału… doszło do tego , że musiał zacząć jeść takie ochydne śmierdzące ( jak dla mnie ) apteczne mleko…. naturalnie więc karmiłam 3 miesiące- nie wytrzymałam diety bezmlecznej .. ile można jeść wędline i dżemy ( na warzywa zdrowie nie chemiczne w zimie ciężko ). Więc wychowany na butli i sztucznym też jest teraz zdrowym i silnym chłopcem..nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia… za 7 miesięcy zostanę ponownie mamą… jak będę karmić to wyjdzie w trakcie…

  11. ~barbourka pisze:

    Miałam to samo. Karmiłam najpierw z płaczem przez pierwsze 2 miesiące, potem odciągałam i dawałam z butli. Psychika nie dała rady, mleko to wyczuło i samo się skończyło, dosłownie, jakby ktoś coś we mnie wyłączył.
    Szpital wspominam jak traumę. Do momentu porodu cudownie. Sam poród szybki. A potem tylko gorzej. Łzy, wahania moich hormonów, brak pewności siebie w nowej roli, słynne ciąganie za sutki. Mocno to przeżyłam.
    Przy drugim chcę spróbować, ale tyle we mnie niechęci, że nie liczę na specjalnie długie karmienie.
    Dziękuję za tekst. Miło mi wiedzieć, że nie jestem jedyną ‚wyrodną’, która myśli podobnie ;) Pozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnej chwili.

  12. ~tully.makker pisze:

    No ale czym sie tu chwalic? Wlasna niekompetencja?

  13. ~jago pisze:

    ja karmiłam dzielnie piersią przez prawie 14 miesięcy, nie wspominam tego czasu źle, było miło, wygodnie i tanio…ale… właśnie..jeżeli chodzi o pobyt na porodówce i pierwsze przystawienie do cyca to był po prostu horror…i te pielęgniarki, które w nosie miały mój ból i napęczniałe, obolałe piersi wielkości kapusty…
    oczywiście ja jako matka powinnam wszystko wiedzieć…nawet małpy nie dały mi zamiennej koszuli, która byłą cała mokra od pokarmu…ale tak jak i ty…byłam wtedy młoda przestraszona, obolała…teraz zrobiłabym jazdę na maksa…więc doskonale rozumiem te wszystkie przeżycia, to upodlenie, zaglądanie pod kołdrę każdego po kolei…jakbym nie byłą człowiekiem tylko jakimś królikiem
    oba porody wspominam bardzo źle…i jak słyszę że poród to najcudowniejsza rzecz jak się może przytrafić…to wydaje mi się, ze mnie tam niestety nie było…pozdrawiam

  14. ~Piotr pisze:

    Kiedyś nie było butli i to było zdecydowanie normalniejsze.

    • ~jagoda pisze:

      chłopie szkoda ze ty nie urodzisz nigdy

    • ~ela pisze:

      Ja wychowałam dwójkę dzieci w czasach tych okropnych i nikt mi nie narzucał jak będę karmić bo sama podejmowałam decyzje. W szpitalu po urodzeniu córki która była wcześniakiem nie potrafiła ssać nie zmuszano nas skoro to nie skutkowało a tak wogóle to wkurza mnie narzucanie przez innych co ja mam robić ze swoim życiem i decyzjami jakie podejmuję. Chcesz aby dzieciak wisiał ci przy cycu nawet do 18 to twoja sprawa. A moje dzieci wychowane na butli były zdrowsze niż niejedno karmione piersią. Jak widać jest to indywidualna cecha kazdego dziecka

      • ~limon pisze:

        Zgadzam się w zupełności. Zdrowie ma się w genach i nie zależy ono od podawanego mleka. Jestem z pokolenia urodzonego w latach siedemdziesiątych i moja matka wykarmiła nas wszystkich z butelki (a wiadomo jakiej jakości było mleko modyfikowane produkowane wówczas). Nie dorobiliśmy się z tego tytułu żadnych chorób. Obecnie produkowane mleko modyfikowane jest dużo lepsze i każda porcja ma odpowiednią ilość kalorii stosownie do wieku maluszka. Wychowałam dwoje moich dzieci również na butelce. Nie są ani otyłe, ani nie mają próchnicy. Decyzję podjęłam świadomie, po prostu nie lubię karmić piersią (mam do tego prawo). Niech każdy działa tak jak mu instynkt podpowiada, grunt to nie dać się zwariować. Pozdrawiam!

    • ~mimi pisze:

      Kiedys nie bylo butli i jak matka nie miala mleka to oddawala dziecko mamce , kobiecie, ktora zawodowo karmila cudze dzieci, a jak i tej nie bylo to dziecko umieralo.

      Rozumiem, ze 50% smiertelnosci dzieci do 1-go poku zycia w XIX i na poczatku XX wieku tez byla normelniejsza?

      P.S. jak to latwo jest osadzac innych gdy czlowiek wie, ze nigdy nie bedzie musial dokonywac takiego wyboru bo jest mezczyzna i w zyciu niczego nie urodzi, ani nie wykarmi.

    • ~Anna pisze:

      Powiedzial, co wiedzial.

  15. socjoblozka pisze:

    Pierwszego syna, po perypetiach w szpitalu, karmiłam sztucznym pokarmem. Drugiego długo karmiłam naturalnie. Oba rozwiązania były dobre. Jednak szpitalne przezycia przy pierwszym dziecku wpędziły mnie w baby blues.
    http://moje-slow-life.blog.pl/2013/04/04/baby-blues/

  16. ~Zibster pisze:

    Calkiem przypadkiem trafilem na ta strone.Przeczytalem ja z wielkim zainteresowaniem. Nawiasem mówiac jestem facetem i jesli moge dorzucic maly kamyczek do tego ogródka to bardzo zaluje, ze nie przywalilas tej wydrze pielegniarce w przyjaznym szpitalu. nalezalo jej sie. Jestes dzielna kobieta, buziaki.

  17. ~magda pisze:

    A myślałam że to tylko ja mam takie”cudne”przeżycia ze szpitala…Syn urodził się 9 mies temu.Rodziłam siłami natury.Mimo że przeczytałam parę książek to jako początkująca matka w praktyce nie wiedziałam nic o karmieniu piersią.Żadna z położnych czy pielęgniarek też nie przyszła pokazać co i jak.Mimo braku pokarmu na początku przystawiałam małego w rezultacie czego miałam rany na piersiach ale to nic bo ze łzami w oczach robiłam to samo.Wreszcie koleżanka z sali(doświadczona matka)widząc jak się męczę i słysząc płacz dziecka stwierdziła że powinnam iść i poprosić po butelkę dla małego bo tyle pokarmu ile mam dziecku nie wystarczy i płacze bo zwyczajnie jest głodny.Poszłam więc…Nadmienię że cały ten czas próbowałam karmić dziecko.Na drugi dzień przyszła kobieta która miała małego wykąpać,kazała mi wyjąć pierś,ścisnęła ją tak mocno że aż krzyknęłam z bólu i zaśmiała się że te młode pokarm mają tylko nie chce im się karmić…W dniu powrotu do domu siłą rzeczy musiałam iść po butelkę dla małego gdzie całe grono siedzących pielęgniarek stwierdziło że co ze mnie za matka skoro karmić nie umiem…Wróciłam do sali rozstrzęsiona.Najgorsze było to że nie mogłam nic im odpowiedzieć bo pielęgniarka która najbardziej mnie obrażała miała pobierac krew z pięty małego i nie chciałam żeby ze złości na mnie wyżyła sie na dziecku…Tak czy inaczej i tak to zrobiła bo dziecko było kute dwa razy poniewaz podobno nie leciala krew i to nic ze ja stałam obok,ryczalam jak bóbr i widziałam że krew leci…A i najważniejsze to po powrocie do domu dziecko było karmione już tylko butelką bo piersi nie chciało.W końcu to zrozumiałe bo z butelki mleko leci łatwiej.Tak to właśnie jest z tym karmieniem.Tak sobie myslę że jakby w szpitalu matki nie byly zostawione same sobie to i karmienie dziecka byłoby przyjemniejsze i chyba bezproblemowe.pozdrawiam wszystkie mamy

  18. ~wyrodna dla co nie których;) pisze:

    Witam,córkę teraz 20 lat ,karmiłam 4 tygodnie,no powiedzmy że tyle karmiłam,przez 5 dni po cesarce zero pokarmu(siostrunie miłe dokarmiały,bo córcia by z głodu padła),potem cyca dawałam ,a że córcia przyzwyczajona do butelki bo lepiej leci,cca nie chciała,a i w cyckach szału nie było (mam duże do dziś rozmiar D ,a po ściągnieciu z dwóch pełnych cyycków ,mleka 10ml.)Syna karmiłam 3 tygodnie,dokarmiany tez od dnia urodzin ,bo u mnie znow brak pokarmu,po cesarce.Syn ma dziś 13 lat,mam wspaniałe dzieci,bez problemów zdrowotnych,bez problemów w nauce,wykarmione na butelkach sztucznego mleka,pewnie zaraz mi napiszą co nie którzy ze odezwie sie to za parę lat,a którz z nas nie choruje ????Powiem jedno kto może karmić cykiem niech karmi,kto nie może lub niechce jazda na sztuczne,jego wybór.Ja nie mam wyrzutów sumienia w żadnym wypadku.Pozdrawiam karmiące i te naturalne i sztuczne,kobiety cieszcie się macieżyństwem,bo nawet się nie obejrzycie kiedy a te nasze ptaszynki nam wyrfuną z domu;)))oby:))

  19. ~jagoda pisze:

    ale to tez zależy (podejście) od męża i rodziny. mąż napędzany przez teściową potrafi dobić kobiete, stwierdzeniami dlaczego nie pierś.

  20. ~dron pisze:

    Gdy urodził się mój dużo starszy brat nasza mama miała potężne problemy z pokarmem. Z tego powodu od urodzenia był karmiony „sztucznie”.
    Dzisiaj ma lat… 56. Nigdy nie chorował. NIGDY. Zębami mógłby podnieść traktor i wątpię szczerze czy kiedykolwiek był u dentysty.
    Zatem – nie generalizujmy. To nie antyciała w mleku matki załatwiają sprawę przyszłego zdrowia człowieka. Dobre geny to podstawa.

  21. ~ania pisze:

    Podobną traumę przeżywałam 2 razy. Moje dzieci są dorosłe, a ja ciągle pamiętam to co było dla mnie koszmarem, wyrzutem sumienia i niską samoocena przez wiele lat. Poobgryzane brodawki i lęk przed każdym karmieniem, strach że upragnione dzieci zacznę nienawidzieć z powodu bólu jaki mi zadawały. Ciągle zmęczona, ciągle zestresowana i te wyrzuty babć, że nie potrafię…. w końcu tupnęłam nogą, zaczęłam karmić butlą. Cycki długo się goiły, ale w końcu mogłam założyć biustonosz, dzieci były spokojne, nie wrzeszczały głodne całymi dniami i nocami, ja wreszcie miałam czas nie tylko na pozostałe obowiązki w domu ale i na chwile odpoczynku. Moja synowa spodziewa się dziecka, jej matka już mnie skrytykowała za to co powiedziałam synowej: żeby spróbowała karmić piersią, ale jeśli to nie wyjdzie, to nie jej wina i nie powinna w ogóle się tym przejmować, bo to żadne zło…. tak moje drogie przyszłe mamy, to żadne zło….bo zdrowa psychicznie i fizycznie mama=zdrowe i szczęśliwe dziecko. Pozdrawiam serdecznie obecne i przyszłe mamy.

  22. ~monia pisze:

    jestem szczęsliwą mamą dwójki dzieci, córki i syna. Pierwsza ciąża, pierwsze dziecko -córka, nie mam żadnych strasznych wspomnień związanych z porodem , ale okres karmienie piersią mojej córki horror, coś strasznego. W szpitalu „przyjaznym dla mamy i dziecka” nie zadbano o to żeby nauczyć młodą mamę prawidłowego przystawiania dziecka do piersi, w konsekwencji córka nie potrafiła prawidłowo pić z piersi a ja nie potrafiła prawidowo jej przystawić, poranione sutki , dziecko odstawiane od piersi nie było ubrudzone mlekiem tylko krwią. Ja psychicznie wykończona i fizycznie obolał, dziecko wiecznie głodne i to moje poczucie winny, że jestem złą matką, jak to mozliwe że nie potrafię nakarmić dziecka. Szukałam pomocy w poradni laktacyjnej , u pediatry, prosiłam o pomoc, chciałam zrezygnować z karmienia piersią już w 3 tygodniu, ale zostałam potępiona wyzwana od najgorszych, wpędzono mnie w takie poczucie winny że nie potrafiłam się cieszyc macierzyństwem tylko zachowywałam się jak „dojna krowa”, robiłam wszystko co w mojej mocy żeby pobudzic laktację, w 9 tygodniu z bólem serca , totalnie wyczerpana zdecydowałam się na odstawienie dziecka od piersi i podanie butelki. Jakie było moje zaskoczenie kiedy okazało się że córcia po wypiciu mleka zasneła i przespała 3 godziny. Wreszcie byłam szczęsliwą mamą. Drugie dziecko, drugi poród bez strasznych wspomnień, szpital nic szczególnego, nie było slicznych sal i łazienek, ale za to bardzo ludzkie i zyczliwe położne. Od razu zakładałam że jak tylko bedzie coś nie tak z karmienie mały przechodzi na butelkę, ale nie musiał, za raz po porodzie położna przystawiła mi synka do piersi, przypilnowała żeby dobrze złapał pierś, to było cudowne nic mnie nie bolało, mały spokojnie ssał pierś, później jeszcze przychodziła kilka razy z własnej iniciatywy i sprawdzała czy wszystko jest ok. , synka karmiłam piersią przez okres 2.5 roku, odstawiłam wtedy kiedy ja byłam na to gotowa. Bardzo ważna jest opieka i wsparcie psychiczne dla młodych mam. Dziewczyny nie dajcie się ogłupić, jeśli spróbowałyście i czujecie że to nie dla was to nic na siłę , jeśli będziecie nieszczęśliwe i zagubione w tym okresie to odbije się na dziecku ono również będzie nieszczęsliwe i zagubione. Lepiej żeby piło z butelki i było szczęsliwe i spokojne , niż ssało pierś obolałej i nieszczęsliwej matki.

  23. ~wkaweczka pisze:

    Ja córkę karmiłam miesiąc bo miała nietolerancję laktozy, syna tylko 2 tygodnie i to z własnego wyboru, jest mi z tym bdb i nie żałuję, dziecko najedzone, uśmiechnięte, ja pełna entuzjazmu z normalnymi cyckami i normalnym stanikiem, bosko!!!

  24. ~ola 22 pisze:

    a ja tak czytam i rycze. juz prawie dwa lata od porodu a ja pamietam jak dzis cale to upokorzenie i ból od pierwszych skurczy w izbie przyjęć przez poród do tego nieszczęsnego karmienia cycem. oszczędze wam szczególów. juz nigdy nie bede miec dzieci nigdy wiecej. dziekuje za cudowną opieke okoloporodową szpitalowi na infandzkiej…

  25. ~kizia-mizia pisze:

    Wow, od jakiegoś czasu czytam porodowo-macierzyńskie notki i jestem coraz bardziej przerażona. Przerażam mnie sam stan bycia w ciąży, przeraża mnie poród, przeraża mnie karmienie. Wszystko to powoduje, że nie chcę mieć dzieci, bo się boję takich sytuacji. Pozdrawiam

  26. ~bialy20 pisze:

    Widać, że autorce (i nie tylko jej!) potrzebny jest lekarz, taki od głowy! Stek bredni, osoby CHOREJ, bo nerwice są chorobą! Jak można funkcjonować w społeczeństwie gdzie się przymusowo nie leczy takich osobników??? Chyba, że to głupota, a na to nie ma lekarstwa! Decyzja, czy karmić piersią, czy też nie, zależy od sytuacji. Sama autorka napisała „mleko bierze sie z głowy”, co jeśli głowa jest chora??? Po co te napaści na szpital, panie położne, jeśli WINA EWIDENTNIE leży w chorej głowie autorki? Fakt, powinny zlecić konsultację psychiatryczną, ale wtedy byłoby krzyku! Autorka w bardzo TYPOWY dla psychicznie chorych sposób, obciąża za własne problemy z psychiką wszystkich, szpital, panie położne, itp. nie widząc własnej choroby… Tylko współczuć personelowi szpitala takich pacjentek!

    • ~Aniela pisze:

      Tylko wspolczuc rodzicom, ktorzy takie cos, jak ty wychowali, pustaku.

    • ~ania pisze:

      A jak nazwać Twoje „wystąpienie” ignorancie do potęgi n-tej? Nie masz bladego pojęcia o tym, a krytykujesz i oceniasz….ciśnie się na usta określenie takiego typa jak Ty ale nie mam zamiaru zniżać się do Twojego poziomu….

    • ~Bona pisze:

      Ty… mężczyzno.

    • ~ania pisze:

      Aniela… choć trafnie, to bardzo łagodnie ….na takiego to nawet szkoda słów, najlepiej byłoby przywalić w tę głupią mordę, bo pewnie tylko takie „argumenty” potrafi zrozumieć taki tępak

    • ~mimi pisze:

      Ach, jak to milo komus dowalic jak sie ma pewnosc, ze czlowiek sam nigdy nie bedzie w takiej sytuacji, chocby na rzesach stanal, prawda panie mezczyzno?

    • ~Anna pisze:

      Ty głąbie, spójrz w lustro, to ty nie widzisz swojej choroby i wlasnych zaburzen. Skąd masz taką „wiedzę” na temat chorób psychicznych? Widac, po tresci i formie,ze z pobytu na oddziale bez klamek :]]]]]

    • Rn pisze:

      Widzi Pan, zaszczuć jest łatwo, jednostka osłabiona, w nowej sytuacji, na nieznanym terenie jest na to podatna. I tak, mleko bierze się z głowy, z głowy, która staje się chora dzięki zachowaniu otoczenia. Im bardziej podatna osoba, tym choroba jest gorsza. Każdy ma słaby punkt, Pan także, jeśli ktoś w niego uderzy, rozpadnie się Pan. Napisał Pan, że decyzja zależy od sytuacji. Ale tutaj nie ma mowy o dopasowaniu do niej, tutaj jest karmienie piersią, bez względu na sytuację.
      A tak poza tym, zastanawiają mnie Pana wiedza na temat chorób psychicznych.

  27. ~3M pisze:

    Moim zdaniem nikt się nie powinien czepiać tego jak matka karmi swoje dziecko, jeśli dobrze przybiera na wadze to w czym problem. Osobiście jestem zwolenniczką karmienia piersią, choć początki po urodzeniu synka były ciężkie, też nie miałam mleka. Również dokarmiałam modyfikowanym. Po miesiącu z bólem sera przeszłam na butle. Poród wspominam niezbyt dobrze, a na dodatek zakończył się cesarką. Zapraszam do siebie trzy-m.blog.onet.pl

  28. ~AnJa pisze:

    Hej,
    Po pierwsze gratuluje podejscia i wspolczuje ze tak dlugo musialas sie meczyc! Ja karmie piersia (juz 10.miesiac:), na poczatku nie bylo latwo, wredna polozna mnie straszyla ze maly nie przybiera na wadze, odwodni sie i oboje bedziemy musieli isc do szpitala na kroplowke, no i probowala zmusic do karmienia butla (mieszkam w UK , wiekszosc poloznych ktore mialam to Angielki, bardzo mile, a ta jedza to jak sie nietrudno domyslic Polka!), ale sie uparlam i dalam rade, ale nie tylko dlatego chcialam karmic ze zdrowo, przeciwciala, bliskosc i te inne ksiazkowe bajery- po prostu ze zwyczajnego lenistwa, nie wyobrazam sobie tego wyparzania butelek, gotowania wody, kupowania mleka, wymierzania i to wszystko w trakcie gdy glodne niemowle krzyczy ze chce jesc a ty padasz na twarz!!
    Uwazam ze wolnoc tomku w swoim domku- kazda mama powinna robic jak uwaza, z czym jej wygodnie i co jest najlepsze dla niej i dla dziecka, nie poddawac sie tej chorej presji na cyca, jak wiadomo szczesliwa mama to szczesliwe dziecko, i niestety maluchy bardzo odczuwaja jesli mama jest zdenerwowana! Wiec jesli butelka oznacza ze i wilk jest syty, i owca cala to dlaczego nie, po prostu olej te wszystkie archaizmy i rob co uwazasz za najlepsze dla Was! w koncu nie bez powodu jest tyle rodzajow mleka modyfikowanego, po cholere sie meczyc w okresie ktory powinien byc przepelniony radoscia z maluszka a nie cierpieniem z powodu bolacych sutkow i gadania osob z zewnatrz.
    Pozdrawiam i zycze wiary w to ze jestes doskonala mama bo podejmujesz decyzje majace na uwadze przede wszystkim dobro dzieci!

  29. ~Elwira pisze:

    „Kiedyś nie było butli i to było zdecydowanie normalniejsze.”- puknij się w głowę chłopie!!! nigdy nie będziesz rodził nie poznasz bólu i nie będziesz karmił!!, więc się nie wypowiadaj!! bo nie masz o tym zielonego pojęcia !!

  30. ~Hania pisze:

    Bardzo mądry tekst. Zgadzam się w stu procentach ze wszystkim co napisałaś. Ja również nie miałam pokarmu. Już w szpitalu podano dziecku glukozę, bo był głodny. Tylko jedna położna wyskoczyła do mnie z pretensjami, że „zaburzam u dziecka odruch ssania”. Moja odpowiedź nie pozwalała na dalsze komentarze: to ja jestem matką i tylko ja decyduję. Tak samo było z innymi pseudoradami, typu nie noś na rękach bo się przyzwyczai, nie śpij w jednym łóżku z dzieckiem. Dałam dziecku to co chciałam i to co mogłam. Nie mam wyrzutów sumienia. Chociaż przyznaję, że trochę mi żal, że nie mogłam karmić piersią bo ja bardzo chciałam to przeżyć.

  31. ~Mamunia pisze:

    Ja też mam swoją historię laktacyjną. Równie przerażającą. Jest długa, więc wkleję link z mojego bloga, gdzie już ją opisałam: http://mamunia.blogujaca.pl/2012/09/20/bylam-tylko-piersiami/ Ostrzegam: tylko dla osób o mocnych nerwach!

  32. ~maltaa pisze:

    karmiłam piersią syna tylko przez pierwsze 3 miesiące bo moje cycki stwierdziły że kończą z nami współpracę :) mimo chodzenia do poradni laktacyjnej, ściągania pokarmu i przystawiania synka dosłownie co 5 min nic nie pomogło, po prostu z dnia na dzień ze ściąganych 125 ml mogłam tylko ściągnąć 10ml i to z obydwu piersi!! Od tamtej pory karmimy syna mlekiem modyfikowanym i do tej pory (odpukać) nie chorował, nie miał nawet kataru (ma prawie 7 miesięcy)
    Dlatego nie lubię jak inne matki oceniają i rzucają oskarżycielskie spojrzenia, że daję dziecku butelkę a nawet się nie zastanowią że niektóre kobiety nie mogą albo nie chcą karmić. Przecież nie ma nakazu karmienia dziecka tylko piersią! Gdybym mogła to bym karmiła piersią ale nie mam czym.

  33. ~Aniela pisze:

    To wszystko wynika z uprzedmiotowienia kobiety oraz prostactwa przecietnego Polaka, tego przecietnego Polaka, ktory pracuje jako polozna czy pielegniarka i uwaza, ze moze mowic doroslej kobiecie co ma robic. Z prostactwa przecietnego Polaka, ktory pracuje jako lekarz poloznik i decyduje, ze to nie matka tylko dziecko jest wazniejsze, nawet kosztem matki, jej cierpienia i dlatego odmawia jej prawa do komfortu, do prywatnosci, to rodzenia bez bolu. Naprawde daleko nam to cywilizowanych spoleczenstw Zachodu.

  34. ~bibi pisze:

    Mam troje dzieci obecnie już nastolatki. Żadna ciąża nie była przyjemna (jak piszą w cudnych książkach i czasopismach) męka straszna. Poród tragedia. Pierwszy 16 godzin (miałam pęknięte żebro gdyż pan doktor „pomagał ” mi przec) drugi 8 godz, trzeci 20 minut. Oddział noworotkowy tragiczny a najgorsza intensywna terapia. Pielęgniarki nic nie robią tylko gadają i jedzą czekoladki przyniesione przez rodziców w celu polepszenia opieki nad ich maleństwami. Horror poprostu. Z pierwszym też miałam problemy z karmieniem. Ból niesamowity. Poddałam się po miesiącu. Kolejnych dzieci nie mogłam karmic ze względu na problemy zdrowotne. Położne nie powstrzymały się od komentarzy typu „mama się boi żeby jej cycki nie obwisły” . Dzięki Bogu moja ginekolog przepisała mi tabletki na spalenie pokarmu i biust mi nie eksplodował. Ze względu na zdrowie nie możemy miec wiecej dzieci i nie zamierzamy. To i tak był wielki wyczyn z mojej strony. Pozdrawiam wszystkie kobiety które też się zetknęły ze szpitalami RODZIC PO LUDZKU i SZPITAL PRZYJAZNY DZIECKU .

  35. ~madeleine pisze:

    oj ja tez mialam przejscia z pielegniarami w szpitalu po cc, i do tego zauwazylam, ze im wiecej pytan zadajesz i chcesz wiedziec wiecej nt. karmienia i opieki nad noworodkiem , do tego masz wykształcenie, to im zal d**ę sciska i uwazaja, ze sie wymadrzasz i chcesz byc nie daj Boze mądrzejsza od nich. A jak juz jestes atrakcyjna.. no to masz przechlapane..Mialam cc, karmilam od razu, pokarmu od choroby i jeszcze troche, juz miesiac przed cieciem mi lecial z piersi a po cieciu bez problemu karmilam moja Kruszynke, i tak ciagle… do 5go mca. Lubilam karmic, bo gdy Mala mi ssala to ja siedzialam i czytalam ksiazki, ogladalam filmy, mi to pasowalo.. Uwaga! gdy wychodzilam na impreze i wiedzialam, ze bede kosztowala alkoholu i jakiegos papierosa to albo wczesniej sciagalam dwie wielkie butle pokarmu albo karmialm sztucztym… i w sumie piersia karmilam do 7go mca, a moglabym i dalej bo mleka mialam jak krowa, do dzis jak nacisne to mi krople leca,a Mala ma 4 lata! wcale nie choruje, jest zdrowa na maksa i jest przeinteligentna i madra, wiec niech kazdy karmi jak mu sie podoba, a tym wstretnym pigulom trzeba pokazac gdzie ich miejsce i niech sie za swoje cyce lapia…a co do wiezi emocjonalnej, to totalna bzdura, czy mamy cc, czy karmimy piersia itd. ja od poczatku mialam ogromna wiez z moja corcia, wlasnie po cc, przy karmieniu itd. tylko od samego poczatku wtracila sie moja tesciowa, ktora mieszka za sciana i praktycznie chciala to moje dziecko sobie przywlaszczyc… kupowala jej ciuszki, zabawki, zabierala do siebie, a ja bylam tylko krowa dojna itd, wtedy ta moja wiez sie zaburzyla, bo sama traktowalam sie jak ktos mniej wazny dla mojej corci, umniejszalam moja role na rzecz babci, totalnie podswiadomie. a Gdy byla niegrzeczna i miala bunty a ja jej zwracalam uwage, albo dalam klapa to bylam strasznie wyrodna matka!! jednak juz od ponad 2 lat jest inaczej, zdalam sobie sprawe i zrozumialam, ze to Ja jestem NAJWAZNIEJSZA dla mego dziecka i mamy super wieź i kontakt…a tesciowa sama zrozumiala, ze niedobrze robila tak jej na wszystko pozwalajac i ją rozpieszczając, teraz corcia wie, ze w domu jest troche dyscypliny a u babci moze sobie na wszystko pozwalac, i wiem, ze i tak najbardziej woli swoich rodzicow.. wybaczcie , ze troche zboczylam z tematu karmienia, ale musialam to w koncu z siebie wyrzucic, juz mi lzej….dzieki..

    • ~madeleine pisze:

      jeszcze tylko dodam, ze ciąża i karmienie piersią powinno być czymś naturalnym i osobistym, nie powinni sie w to mieszac lekarze, pielegniary, chyba, ze same ich o to poprosimy. Traktujmy siebie jak kobiety z klasą, którym należy się szacunek, to są nasze piersi.nasze brzuchy, NASZE DZIECI i nie rozumiem również podejscia, ze kobieta, która nie chciala lub nie mogla karmic piersia musi zaraz podkreslac, ze ” to nie dlatego, ze bardzo dbala o biust i bala sie, ze sflaczeje”. A co w tym zlego, jesli ma takie obawy? przeciez biust jest jednym z najwiekszych atrybutow kobiecosci, dbamy by byl piekny, jedrny i sexowny, ale jesli ktos w ciazy albo po niej choc raz powie, ze „nie chce miec obwislych piersi” jest linczowany… bez sensu

  36. ~xyz pisze:

    Jedna uwaga: na oddziale położniczym pracują położne, nie pielęgniarki.
    Jest też coś takiego jak Karta Praw Pacjenta. Zawsze istnieje możliwość zgłoszenia uwag personelowi.

  37. ~Ewa pisze:

    Mam wrażenie ,że te przypadłości z karmieniem to związane są z płcią dziecka ( tzn. z chłopakami) . Ja syna urodziłam w wieku 23 lat (kawał chłopa 4,2 kilogramów) , mleka miałam ful ,ale z karmieniem kłopoty …. mały leń do ssania (jemu się nigdy nie śpieszyło ,jadł po troszkę , mógł godzinami wisieć przy cycu…. w sumie na okrągło ,pociamał,pomlaskał ,zasnął …) karmiłam go 6 mc … na tyle wystarczyło mi siły i chęci. Miałam zastoje w piersiach , dostawałam gorączkę… Córki urodziłam po 9 i 11 latach ,jedną i drugą karmiłam ponad rok i jeszcze poszłam po 7mc od urodzenia do pracy . BAJKA … one były stworzone do karmienia piersią ,żadnych problemów ,żadnych kolek…jadły co 3 godziny w nocy przerwa 6 godzin …. wprowadzałam zupki pierwsze w 5-6 mc bez problemów ..jadły wszystko …. i tak zostało Syn ma teraz 22 lata (Tadek nie jadek) córki jedna 13 druga 11 lat ,jedzą wszystko ..zupy, mięso warzywa….. Więc tak myślę ,że to przypadłośc chłopaków , ta niechęć i nieumiejętność ssania.

  38. ~paka pisze:

    mnie niestety też spotkała podobna sytuacja, ale po doświadczeniach mojej siostry, która miała cesarkę dwa miesiące przede mną, wiedziałam jak się bronić przed wrednymi babami z oddziału noworodków. Moja siostra długo nie miała pokarmu po cesarce, miała problemy z brodawkami, mała nie była w stanie ssać, a wszechwiedzące czarownice nie chciały dokarmiać Małej wobec czego była ona głodna, cały czas płakała a siostra płakała razem z nią. na to przyszła jedna z pielęgniarek, i wrzeszcząc że ma nie robić histerii zabrała jej dziecko mówiąc, że nie odda jej Małej dopóki obie się nie uspokoją. po takiej kilkukrotnej „pomocy” siostra całkiem straciła pokarm. Na szczęście pojawiła się położna, po wyjściu ze szpitala kazała natychiast kupic mleko i karmić dziecko. po tych doświadczeniach byłam bojowo nastawiona do pięlęgniarek i kiedy moja Jula płakała z głodu, a ja nie miałam pokarmu, poszłam do nich po butelkę. A te zołzy nie chciały i dac!!! Jula płakała ponad półtorej godziny, więc zagroziłam, że nie wezmę na noc Małej na salę tylko taka płaczącą im zostawię (byłam już mega zdesperowana ;-) więc żeby mieć świety spokój dały mi butelkę.. Ja nie karmiłam mojej córki piersią, bo po pierwsze miałam mało pokarmu (przez cały dzień udawało mi się odciągnąć aż całe 60), mimo to przystawiałąm Małą, ta pogryzła mi brodawki, mleko leciało z krwią więc i tak nie mogłam karmić, a później przez dokarmianie mlekiem modyfikowanym Jula całkeim odrzuciła mój pokarm. Ale nie robię z tego wielkiej tragedii, dzięki tmu mąż strasznie mi pomagał, karmiliśmy Małą na zmianę, co wpłynęło na ich kontakt. Dziecko naturalnie przywiązane jest do mamy, a pomoc w karmieniu niesłychanie zbliżyła męża i córkę i wytworzyła cudowną więź, która jest coraz silniejsza. koleżanki nie mogą się nadziwić, jak Jula jest mocno związana z tatą (nie mówię, że bardziej niż za mną, bo wtedy byłabym chyba zazdrosna ;-) a przy tym bardzo samodzielna od maleńkiego, bo nie była uwiązana tylko do mnie. więc wszystko ma swoje plusy i minusy ale zmuszanie na siłę do czegokolwiek odnosi wprost przeciwny skutek, bo mnie karmienie piersią kojarzy się wyłącznie z bólem

  39. ~Joanna pisze:

    Mam od niedawna status babci i gdy przed 8 i 3 miesiącami urodziły sie moje wnuki , a córka i synowa na poczatku miały problem z „cyckowaniem” to sama poradziłam żeby sięgnęły po butelki bo i one i dzieciątka się męczą.
    Moje dzieci urodziły sie w latach 1978 i 1981 i myślę ,że tamcze czasy były bardziej przyjazne młodym matkom. Sama też karmiłam z butli bo nie miałam pokarmu , a dzieci wyrosły zdrowe i bez stresu.Teraz to taka moda na naturę , przyjazne porody i wszystkie takie tam reklamowe frazesy.Niech każda młoda matka tak karmi i opiekuje sie maleństwem na ile jej natura pozwala i nic na siłe.

  40. ~xyz pisze:

    Ciąża to naturalny stan fizjologiczny w życiu kobiety. Zachodzi wiele zmian w wyglądzie, funkcjonowaniu organizmu, gospodarce hormonalnej, psychice kobiety. Dla każdej z nas to ogromne przeżycie. Nie zawsze sobie z tym radzimy i to jest naturalne. Nie bójmy się o tym mówić. Po porodzie każda kobieta ma prawo czuć się obolała, zmęczona, mało atrakcyjna. Istnieje też coś takiego jak depresja poporodowa. Rola położnej to nie tylko opieka nad noworodkiem ale też nad jego matką. Karmienie piersią jest najlepszym sposobem na dostarczenie substancji odżywczych dziecku. Mleko mamy jest idealnie dostosowane do delikatnego i jeszcze nie w pełni rozwiniętego układu pokarmowego dziecka. Z pokarmem noworodek otrzymuje odporność , która pomaga mu także przystosować się do flory bakteryjnej matki. Podczas karmienia dochodzi także do wzmocnienia więzi miedzy matką a dzieckiem. Każda matka ma prawo zdecydować w jaki sposób będzie karmiła swoje maleństwo. Jeśli mama ma problem z przystawieniem dziecka do piersi może poprosić położną o pomoc, o poświęcenie trochę większej uwagi. Po porodzie kobieta znajduje się w nowej sytuacji , czasem czuje się zagubiona. To naturalne. Nie bójmy się zgłaszać personelowi naszych obaw. Kto pyta nie błądzi. Mam kilka koleżanek położnych, które obserwuję w trakcie ich pracy. Są fantastycznymi osobami, pełnymi ciepła i zrozumienia dla problemu każdej z kobiet.

  41. ~Sedlex pisze:

    Bardzo mądry tekst, szkoda tylko, że Autorka (i wiele kobiet zresztą) pisze o swoich piersiach per cycki. Gdzie tu poszanowanie i respekt dla swojego ciała i dla siebie?
    A potem kobiety się oburzają, jak jakiś prostak mówi o nich „mleczne krowy”.

  42. ~maga pisze:

    Normalnie jakbym czytała o sobie. Z tą różnicą, ze personel szpitala wyśmiał mnie cytuję : takie małe ma cycki, a tak dużo pokarmu kto by pomyslał.” Ściskanie mnie za piersi i wpychanie siłą pierś do rozwrzeszczanego synka było normą. Boże co za katusze przeżyłam. Ból, upokarzanie, chamstwo personelu, wyrzuty, wrzeszczący w nieskończoność dzieciak. Teraz mój syn ma 6 lat, kocham go ponad życie ale na drugie dziecko raczej się nie skuszę.

  43. ~smiledream pisze:

    Bardzo miło mi się czytało twój wpis.
    Mleko w piersiach miałam już w 14tyg ciąży. Fatalnie to wspominam – już wtedy miałam jego nawał (ciąża była, zdrowa, donoszona). Kiedy Mania się urodziła nie miałam problemów z karmieniem – żadnych. Karmiłam ją do 9miesiąca – wg zaleceń. Więcej psychicznie nie dałam rady. Kocham moją córę, uwielbiamy się przytulać, ale karmienie było dla mnie jakimś takim obciążeniem – nie, tu uspokoję rzekomych fanatyków, nie dbałam o wygląd moich piersi, nie – ciąża była chciana i planowana. Po prostu nie sprawiało mi to przyjemności. Do tej pory z obrzydzeniem wspominam jak traktował mnie ogół niewinnej rodziny i znajomych. Teksty kierowane, czy to do mnie, czy do małej, przez dalekich wujków, dziadków męża pt: „No, na cycu najlepiej!” lub „Ale cyca ciągnie!” . Przepraszam – ani wtedy, ani teraz nie mam i nie miałam „cyców”. Mam piersi. Nie jestem przedmiotem. Nigdy nie karmiłam przy nikim oprócz mojego męża i mojej mamy, taty oraz bezdzietnej siostry. To było dla mnie zbyt intymne, a tylko te osoby rozumiały ten fakt i nie było”cyca”, „cycusia”, „cycka” z ich strony. Było karmienie piersią.
    Te ot tak sobie, niewinnie rzucane teksty, zwłaszcza przez męską część rodziny, wywołały we mnie na tyle negatywne odczucia, że kiedy teraz, po ciąży i karmieniu moje spore wcześniej piersi, są jeszcze większe, przestałam je lubić…. Moja córka ma prawie 4 lata. Od ponad 3 walczę ze sobą i moim podejściem, do MOICH piersi. Piersi nie cycków.
    Rozumiem karmiące butelką – z jakiejkolwiek przyczyny by to nie było. Rozumiem i te karmiące piersią, choć widok niektórych, zwłaszcza karmiących w miejscach publicznych jest dla mnie niesmaczny… I takie samo podejście ma mój mąż – wyraził je szybciej ode mnie, jednak nigdy ani on ani ja, na głos takiej sytuacji nie skrytykowaliśmy…no bo, jeśli danej mamie z tym dobrze lub dziecko się domaga, a butli nie akceptuje? Ja wzrok mogę odwrócić. Stąd wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem jest wzajemne szanowanie decyzji i poglądów – swoich własnych oraz innych.

  44. ~jaaa pisze:

    Ja te mam nie miłe wspomnienia ze szpitala.Rodziłam syna przez cesarskie cięcie, podczas porodu doszło do komplikacji zaczełam się dusić, straciłam przytomność, potem już nie wiele pamietam.Gdy obudziłam się na sali położne robiły łaskę że podadzą mi wodę, gdy po środkach przeciwbólowych spałam, kładły jedzenie metr od łóżka, gdzie nie wolno było mi wstawać, po czym przychodziły i krzyczały że jestem niezorganizowana ponieważ nie umyłam po sobie talerzy, które były nie tknięte.Dopiero po 4 dniach dostałam dziecko, oczywiście położna szarpała moje piersi jakbym była dojna krową, mały nie umiał ssać piersi, przyzwyczajony już do butelki.Po 12h próbach karmienia i ciągania moich cycek.Nie wytrzymałam zaczęłam płakać razem z dzieckiem.Odmówiono mi podania butelki, musiałam kombinować żeby dostać mleko dla dziecka.Gdy tylko dowiedziałam się że mały jest zdrowy i może już opuścić szpital, wypisałam się jeszcze tego samego dnia na własne żądanie, ponieważ lekarz nakazał mi zostać w szpitalu ze względu na złe wyniki.Poród i pobyt w szpitalu jest najgorszym co mnie spotkało, był to okropny początek macierzyństwa.Dziecko karmiła butelką, ponieważ byłam już wykończona psychicznie, piersi były sine i niemiłosiernie bolały..Nie zdecyduje się na drugie dziecko, bo nie zniosłabym drugi raz takiej męki.Ból jest niczym w porównaniu z podejściem personelu.Na koniec jeszcze położna kazała mi z dzieckiem przyjść po wypis, na 2 piętro i jak małego ubrałam w śpioszki to opieprzyla mnie że miałam przyjść z rozebranym dzieckiem.Załuje dzisiaj , że nic więcej nie zrobiłam z tą sprawą, byłam młoda i przestraszona..Poza tym od tego nieszczęśliwego pobytu w szpitalu ciągną się za mną i ciągnie do dziś szereg problemów związanych z macierzyństwem i to tylko dlatego , że jestem młodą mamą.Nasze społeczeństwo jest straszne, kocham swoje dziecko i zajmuje się nim jak najlepiej potrafie.Synek jest szczęśliwy i się szybko rozwija, dbamy z mężem żeby mu nic nie zabrakło.Mam 26 lat, zaszłam w ciążę w wieku 24.To , że wyglądam młodo nie znaczy , że jestem nieodpowiedzialna.

  45. ~Anna pisze:

    Twoja opowiesc podobna do mojej historii. Nie wdając się w szczególy – tez doswiadczyłam terroru harpi laktacyjnych, fanatycznych bab wyznających kult cyca :] Przejscie na butelkę było wyjsciem na wolnosc z więzienia o zaostrzonym rygorze! :) Nie wszystkie kobiety są stworzone do cycowania. Wiesz co mi powiedzial lekarz psychiatra, do którego trafiłam z ostrą depresją poprodową? Że pokarm od zestresowanej i wyczerpanej emocjonalnie matki to TRUCIZNA!! Te wszystkie hormony stresu przenikaja do mleka i dziecko to zjada. I naprawde lepiej jest w takiej sytuacji dac mamie leki antydepresyjne a dziecku butelke. Madry facet, chwala mu za to!!!!

  46. ~Gaja pisze:

    dziewczyny więcej wiary w siebie… a tu zewsząd wyziera uzależnienie od cudzej opinii. Jakbyście były bezwolne. Dajecie się sprowadzać do macicy na 2 nogach. Bez własnego zdania, zastraszone, sponiewierane, upodlone, lekceważone… przyjmujecie to tak jakby miało tak być. Tak jakbyście na to zasłużyły… a czy zasłużyłyście na chamstwo personelu medycznego, prostackie podejście do rodzącej i położnicy… czy naprawdę zasłużyłyście aby widziano w was złe matki, histeryczki, dziwadła i psycholki. Nie wiadomo ile krzyży zwisłoby w szpitalach i tak najważniejsze jest to co reprezentuje sobą dany człowiek. Sam krzyż nie zastąpi współczucia, empatii, miłosierdzia i miłości bliźniego… ani go nie nauczy… a wychodzi na to, że ten symbol często zastępuje to co powinien jego czciciel sobą reprezentować. Z notek wyłazi totalny brak profesjonalizmu wśród personelu medycznego. Skąd to się bierze… nie wiem… ale powinnyście bronić siebie, swojego prawa do decydowania o sobie i o dziecku… w końcu to wy odwalacie najgorszą robotę i to wy powinnyście decydować o tym jak to chcecie zrobić… a reszta powinna wam w tym pomóc. Nie da się po dobroci, to trzeba po złości… w końcu wasze córki też będą rodzić… zawalczcie dla nich… zawalczcie o godność… bo na razie rodzenie w naszym kraju to wstyd…

  47. ~Aneta pisze:

    Ja mam dwóch synów. Obydwaj urodzili się w sposób naturalny (ból okropny – większego chyba nie ma), jeden ma 11 lat a drugi ma 2 lata i 3 miesiące. Obydwaj karmieni naturalnie. Pierwszego odstawiłam jak miał rok i 3 miesiące i nastąpiło to bez problemu, natomiast drugi wisi na cycku dalej i nie chce się odczepić. Próbowałam wielu sposobów na odstawienie ale nic nie pomaga, a w końcu już niedługo skończy 2 lata i 4 miesiące. Jest strasznie uparty, a ja ulegam, bo sobie tak myślę, że to moje ostatnie dziecko i tak mi trochę szkoda rozstać się. Karmienie jest fajne i tanie. Nie miałam żadnych problemów z karmieniem więc polecam jak najbardziej. Natomiast te Panie które się męczą to po co mają to robić – szkoda dziecka i ich. W moim przypadku karmiąc bardzo schudłam, bardzie niż przed ciążą i przy pierwszym dziecku i przy drugim. Tak że polecam, ale nic na siłę.

  48. ~Anka pisze:

    Tak czytam te komentarze i wszystkim Wam współczuję. Trafiałyście na straszny personel. Miałam dwie cesarki ( odstęp 13 miesięcy), zdarzyły się położne , które mówiły głupoty, ale były zawsze na moje wezwanie. Pomagały, podawały mi dziecko jak nie mogłam się podnieść po cesarkach. Jak młodszy synek zgłodniał w szpitalu, ( a wyjadł już wszystko co miałam w piersiach-mały głodomor) położne / pielęgniarki przynosiły mi mleko W STRZYKAWKACH ! , żebym mogła dokarmić. Nigdy nie dały dziecku butelki właśnie dlatego, żeby dziecko się za szybko nie przyzwyczaiło do smoczka, i dalej chciało jeść z piersi.
    Do
    ~xyz 15 maja 2013 o 12:04 :
    już wcześniej pisałam, że moje młodsze dziecko, które krócej było na piersi choruje rzadziej i lżej niż starszy synek, (a obaj są w żłobku, gdzie jest wylęgarnia chorób), więc o tej odporności to troszkę chyba jest naciągane. A wzmocnienie więzi podczas karmienia piersią…. wątpię- książkowe bujdy. Bardziej zżyłam się z dziećmi gdy je nosiłam, przytulałam, całowałam, rozmawiałam z nimi, niż podczas znienawidzonego przeze mnie karmienia piersią.
    Po co wmawiać takie rzeczy młodym matką? Później mają depresje jak nie mają pokarmu. i co? – dziecko nie będzie kochało matki? Nie będzie miało więzi z matką, bo ta nie karmiła go piersią? Bzdury. A odporność? Mleko matki pewnie ma znaczenie, ale nie takie duże jak nam próbują wmówić. Więcej zależy od genów, środowiska, w którym się znajduje.

  49. ~Kasia pisze:

    A ja bardzo chciałam karmić Małą piersią ale nie dane mi było :( Mała urodziła sie przez „cesarkę”, pokarmu ani widu ani słychu ,a jak w końcu udało się po 3 dniach „udoić” mleka to z obu cycków aż 10ml wyszło. Na szczęście w szpitalu w Siemianowicach nikt na siłę nie zmuszał mnie do przystawiania i karmiena cyckiem na chama, nawet Położna żartem stwierdziła że „wielkie cycki ale nie do karmienia ino do zabawy dla Taty :). Mała od pierwszego dnia jest na butli i absolutnie nic złego się Jej nie dzieje. Uważam że nie powinno się na siłę wciskać naturalnego karmienia-każdy sposób jest dobry byleby maluszek nie był głodny a Mama zadowolona :) Pozdrawiam wszystkie Mamy i te cyckowe i te butelkowe :)

  50. aneta22.06 pisze:

    Współczuję ciężkich porodów ale czego się nie znosi dla takiej małej istotki. Super, że zdecydowałaś się karmić piersią.
    Zapraszam na mojego bloga
    http://nieplodnosc-zmagania-wuk.blog.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>