Do widzenia, do jutra

Jej już tutaj nie ma. Ona odeszła w dzień matki, w jej dzień. Połączyła nas data porodu, miesiąc i rok wydania na świat naszych dzieci. Co wiem o Niej? Niewiele, tyle ile napisała o sobie. I tyle ile dowiedziałam się przez te niemal 7 lat, choć nie, 7 lat byłoby we wrześniu…

Ona była silna, bywała bezkompromisowa i ostra. Są ludzie, których łatwo lubić, którzy ostrożnie przekazują swoje zdanie lub przemilczają je. Ona taka nie była, potrafiła walić prosto z mostu. Czasami aż za mocno, czasami aż zabolało. Nie powiem, że nie zdarzyło się, że w myślach mówiłam sobie, że mam jej dość. Ale to ona potrafiła ustawić mnie. I wiecie co, wiedziałam, że gdybym potrzebowała pomocy, to bym ja od niej dostała. Bo Ona taka była, życiowa, ale z sercem otwartym na drugiego człowieka.

Osobiście spotkałam ją raz, tuż po operacji jej starszego dziecka. Taka silna przy tym maluszku z cewnikiem i opatrunkami. I pamiętam jak ono się urodziło, gdy okazało się, że nie wszystko jet tak idealnie jak miało być. A ona zacisnęła zęby i walczyła, znalazła specjalistów, szukała sposobów. Ostatnio pisała, że już ok, że wszystko co trzeba było zrobiła. Ostatnio czekała na pierwsze kroki swojego drugiego synka.

Siedzę i piję herbatę z kubka od Niej i łzy płyną z moich oczu. Nie dobrze, słona herbata nie jest zbyt smaczna. Z tym kubkiem to śmieszna historia, Ona pomagała w przeprowadzaniu aukcji, z których pieniądze przeznaczone były na operację serca dla ciężko chorej dziewczynki. Kupiłam jakieś drobiazgi, nic nie powiedziałam, że to ja, a ona podczas pakowania paczki rozpoznała moje dane i dołożyła mi kilka rzeczy do domu. To było tuż po naszej przeprowadzce, ja w dość nieciekawym stanie psychicznym, brak wielu sprzętów, a tutaj przychodzi przesyłka, a w niej między innymi dwa kubki i kartka „Wszystkiego najlepszego w nowym miejscu”. Boże, taki drobiazg, a jakby ktoś rzucił mi linę, bym wylazła z mojego dołu. Jeden kubek zginął, zapewne rozbity, drugi, wyszczerbiony, od dawna jest tym na gorsze dni.

Jej już tutaj nie ma, osobiście myślę, że gdziekolwiek jest, to już jej nie dotyczą ból i smutki tego świata, ale rodzice, dzieci, mąż zostali tutaj, nagle osieroceni, nagle ogołoceni z jej obecności, w bólu, tęsknocie. Mam nadzieję, że odnajdą siłę, a czas załagodzi ból, mimo iż wiem, że nie uleczy ran.

Rn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rn i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Do widzenia, do jutra

  1. ~TakiSeJa pisze:

    Super Notka! Podziwiam Twój talent do pisania :) i zapraszam na moją stronę Filmowanie Wesel Kamerzysta Rybnik Żory Jastrzębie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>