Szczelny inaczej

Brak wpisu

Opublikowano Rn | Komentowanie nie jest możliwe

Atmosfera grudniowa

Coraz bliżej święta. Na drzewach przy drodze wyjazdowej wiszą już lampki, co siódma reklama zawiera mikołaje, prezenty lub choinki, a na ulotkach coraz częściej pojawiają się bombki choinkowe. Radujmy się, świąteczna depresja nadchodzi!

Kombinacje prezentowe czas zacząć. Jak co roku brak kasy i dziki upór, każący mi dawać każdemu prezent dedykowany właśnie jemu, przemyślany i podarowany z ciepłym uczuciem. W większości zapewne zrobiony przeze mnie. Długa lista zapisana, pomysły dopisywane, kilka już odznaczonych. Dzieci na pierwszy, Mikołajowy, ogień dostają śniadaniówki lego, sami wybrali kolory. Co dalej, nie wiem. Lada chwila muszą sami zacząć tworzyć prezenty, bo wiedzą, że Mikołaja należy wspierać i to fajnie, gdy robimy coś dla ludzi których kochamy, a oni nawet nie domyślają się, że to nie ten facet w czerwonym, a my stoimy za prezentem. Co za radocha w tym minutowym ukrywaniu niespodzianki, a potem w wybuchu, że to ja, potwór swojej mamy, stworzyłem to dzieło.

Pamiętam święta, gdy dałam Mamie jej własne, nowe kapcie. Jaką miałam radochę. I nie w tym, że ja też dostałam coś, ale w tym, że coś dałam rodzicom. Wtedy właśnie zakiełkowało we mnie poczucie, że dawanie prezentów, jest dużo fajniejsze. Niestety z czasem zostało ono przesłonięte, przez konieczność zainwestowania w radość pewnej sumy pieniędzy, czyli tego, co jakoś samo do mnie nie chce przychodzić. Ale damy radę, rączki pokrzywione jeszcze nie są, prawy nadgarstek nawet nieźle sprawny, to do roboty czas się zabierać. No i wreszcie maszyny do szycia naprawione, można kombinować dodatkowe atrakcje.

A jeżeli już mówimy o atrakcjach, to mój organizm, po ponad 2 tygodniach bycia grzecznym i milutkim, postanowił, że za dobrze mi było i wita mnie rano bólami i ograniczeniami ruchu. Znowu poranna wizyta w toalecie rozpoczyna się od stękania i czołgania w odpowiednim kierunku. Zaciskam zęby i dalej przed siebie zasuwam. i słyszę, że sobie super radzę, bo przecież boli, bo wiem w jakim kierunku dąży to wszystko. Ale ja chyba sobie nie radzę, ja zwyczajnie nie biorę tego pod uwagę. To będzie, gdzieś tam przede mną, a teraz jestem tutaj i bawię się w krótkowidza, dostrzegającego przyszłość na odległość wyciągniętej ręki. I tylko te przerażone wnioski znajomych „ale ty możesz skończyć na wózku!”. No i? No to będę wozić mój szanowny zadek wózkiem, jak ma tak być to będzie, nic nie poradzę. Puki co, łażę bez podpory, nieco kulejąc i mogę do listu życzeniowego dla Mikołaja dopisać stylową laseczkę. Spokojnie, bez paniki, mój wredny charakter nie zmieni się nawet jeśli będę musiała obniżyć punkt widzenia o te kilkadziesiąt cm. Co nas nie zabije to nas wzmocni. A jak nas zabije, to już boleć nie będzie, więc nie ma tego złego. No może prócz tych koszmarnych mdłości po trexanie, które znowu wróciły. Jak człowiek myśli, że ma już z głowy to złośliwie okazuje się, że nic z tego. Jaka szkoda, że nie ma jak zemścić się.

A u Was, szanowni czytający? Szykujecie się do Świąt, czy może na koniec świata?

Wasza Rn

Opublikowano Rn | Otagowano , , , | Skomentuj

Wyjazd, przyjazd i wkurzenie

Wiem, wiem, ostatnio mało piszę; ale moje nerwy nie wytrzymują kontaktu z blog.pl, ciągłego wieszania się, nie wchodzenia i innych atrakcji. Nerwowa kobieta jestem ostatnio. A właściwie to zawsze byłam, kiedyś myszka przestała mi działać i gdy poskarżyłam się bratu stryjecznemu zasugerował, że walenie nią w kaloryfer nie było najlepszym pomysłem. Może nie było, ale jak dobrze uspokajało…

Wracając do tematu, a raczej przechodząc do niego, po raz pierwszy od wielu lat urwałam się z domu, bez samca, bez potworów z O Umlautowym. Musiałyśmy wstać o jakiejś nieludzkiej porze (4:15) by zdążyć na busa po 6, dojechać do Torunia, a tam przesiąść się do PKS u do Inowrocławia. A wszystko w celu ozdobienia ciała Umlautowej nowym rysunkiem. Nie powiem podobało mi się, choć bardziej byłabym zachwycona gdyby było to nieco mniej bolesne. Jeżeli ktoś kogo nie lubię będzie się tatuował, to chętnie mu potowarzyszę, może odnajdę w tym jakąś sadystyczną przyjemność. Nieco pozazdrościłam, bo niestety nie mogę zafundować sobie takiej ozdoby, a chciałabym. Niestety, trzeba było wcześniej, teraz choroba wchodzi mi w paradę. Nawet nie powinnam, puki biorę leki, dorabiać nowych otworów w ciele. Czyli nici z kolejnego kolczyka, pozostaje przy moich 4 tunelach o małych rozmiarach. Do kitu.

Oczywiście w związku z wycieczką, w rodzinie i wśród znajomych, rozgorzała dyskusja na temat tatuaży. Są przeciwnicy, są zwolennicy, główny argument, obu stron, to estetyka. Bo jak to będzie wyglądać jak człowiek będzie już stary i pokrzywiony/pomarszczony. No cóż, pewnie będzie tak samo pokrzywione i pomarszczone jak on. No może nieco mniej w moim przypadku by było. Estetyka nie przemawia do mnie; naprawdę w obliczu dużych szans na powykręcane palce, nogi, ręce, jakiś krzywy obrazek, który może nie wygląda, ale ma dla mnie znaczenie, ma być czymś okropnym? Poza tym powoli dochodzi do mnie, że czasami lepiej powiedzieć „jaki ja byłem głupi, że to zrobiłem” niż „jaka szkoda, że nie zrobiłem tego”. Nie popieram nagłych decyzji o zrobieniu sobie tatuażu. To coś na całe życie, trzeba to przemyśleć. Zrobienie jaszczurki, „bo koleżanka ma, ja wprawdzie lubię motylki, ale ona ma i ja też będę”, jest chore. Albo podpisanie się imieniem nowej miłości. Ludzie, ja rozumiem imię dzieci, ale pamiętajcie, że miłość przemija, jeśli już musicie to niech to będzie długi związek, a nie tygodniowa znajomość. I nie uważam, żeby 9 lat to było długo, dlatego mój Samcu Dominujący, jeśli to czytasz, nie waż się tatuować odnośników do mnie przed naszą 45 rocznicą! A poza tym jestem apodyktyczna, więc lepiej uzgodnij ze mną swoje plany w tym zakresie.

Powracam do naszej wycieczki. Było bardzo miło, pozdrawiam Krzysztofa i Asię. Wygadałam się, moja przecudna fobia zamknęła się obrażona w domu chyba, bo nie wchodziła w paradę, nie blokowała, nie ogłuszała ani nie plątała języka. Wracając za to naraził nam się PKS, który nie przybył, dzięki czemu przejechałyśmy się PKP do Torunia i wylądowałyśmy w miejscu odległym nieco od zamierzonego. Następnie zostałyśmy źle poinformowane przez mieszkankę tego miasta, w wyniku czego omal nie spóźniłyśmy się na Busa. Oczywiście zaliczyłam mały napad paniki i gdyby nie rozgarnięcie Umlautowej i moja wiara w nią, zaliczyłabym duszności, łzy i trzęsawkę. Dobre imię Torunian wybroniła inna Pani, która wytłumaczyła nam co i jak i pomagała wyszukać połączeń autobusowych. Do Busa wpadłyśmy w ostatniej chwili, a teraz sobie myślę, że oczekujący na dworcu musieli mieć niezłą zabawę patrząc na dwie kaleki kuśtykające biegiem w kierunku czerwonego środka transportu. Jakoś dojechałyśmy, zostałyśmy odebrane przez naszych facetów (Samca i Potwory) i powróciłyśmy w jednym kawałku, choć nieco obolałym.

To teraz przechodzę do wkurzenia. Rano odwoził nas bratanek Samca (BS), sam się zaoferował dużo wcześniej, więc nie miał wyjścia. Jechał moim samochodem, dostał kasę na paliwo i wg planu miał odstawić auto i oddalić się w kierunku nieokreślonym na swoich nogach. No i po 4 godzinach od pożegnania go, dostajemy wiadomość, że nadaj samochodu nie widać, a BS nie odbiera telefonu. Zmroziło mnie, wiem jestem nadopiekuńcza, ale jednak chyba każdemu by się zrobiło dziwnie w takiej sytuacji. Syn brata i bratowej męża, może i pełnoletni, ale nadal funkcjonujący gdzieś w głębinach pamięci jako dziecko, skarżący się rano na ból głowy i mylący drogę, nagle ginie, przestaje dawać oznaki życia. I radośnie oznajmiający po następnej godzinie, że się zgubił, że musiał zostawić gdzieś tam autko i poszukać jak wrócić, ale spoko, o 16 wróci. No szlak mnie trafił, po co mu telefon, skoro nie umie wysłać durnego smsa, że wszystko ok, żeby się nikt o niego nie martwił. Już nie wspominam, że samochód wrócił po 1 w nocy, ani o tym, że Samiec po powrocie z nocnej zmiany, zamiast spać usiłował namierzyć artystę, a potem po nocy czekał na niego. A wystarczyło się spytać czy może pożyczyć samochód, nie byłoby problemu, mógłby nawet odstawić go następnego dnia. O ile mniej stresu. No ale najwyraźniej nie osiągnął wystarczającego stopnia dojrzałości by używać mózgu w zakresie relacji społecznych, albo cofnął się w rozwoju, co sprawia, że od dziś do odwołania traci status osoby dorosłej i odpowiedzialnej w naszym domu, a zyskuje gówniarza. Zła jestem. I jest mi przykro.

No nic, idę zrobić kolejny kubek herbaty na osłodę. Za mną ważny dzień, dziękuje O Umlaut, że mnie zabrałaś ze sobą.

Dumna ze swego przetrwania

Rn

 

Opublikowano Rn | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Jak mi było dobrze

Młodszy wlazł pod pudło i ukryty pod nim przemieszcza się po podłodze salonu. Starszy biega w kółko z podnośnikiem wozu strażackiego i wydaje dźwięki imitujące gitarę. Obaj są przy tym nieznośnie głośni i żywi, Śmierdziel ukrył się pod stertą jakiś szmat i z miną niezwykle zadowolonego kota wylizuje łapy. A mi lepiej, bo nieco odpoczęłam przez kilka dni; dzięki wizycie brata stryjecznego moich dzieci i jego przyjaciela. Od razu informuje, że obaj panowie mają na karku już dwa krzyżyki, więc do grona dzieci się nie zaliczają. Za to są wspaniałym terenem do treningu siłowo-wytrzymałościowego, podskoków i sprawdzaniu ile cierpliwości jest w dzisiejszych młodych facetach. Poza tym posiadają wspaniałą umiejętność grania w interesujące gry i angażowania się w niezwykłe zabawy. Dlatego bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia podrzucałam im potwory, sama udając się w nieokreślonym kierunku, oczywiście na tyle bliskim by donośny głos był w stanie mnie przywołać (nie jestem sadystką, żeby porzucać niewinne istoty na pastwę mego potomstwa).
Dziedzice byli zachwyceni gośćmi, młodszy na cześć wujka wypowiedział trzy wyrazowe zdanie, starszy po obudzeniu się upewniał się czy nadal ma nad kim się znęcać. Ja byłam zadowolona, bo miałam na kogo zrzucić opiekę nad potworami, a czasy gdy przyzwoitość i poczucie obowiązku nie pozwalały mi wykorzystywać naiwnych odwiedzających w tym celu dawno minęły, gdzieś pomiędzy kopniakiem z półobrotu wymierzonym w głowę młodszego, a próbie odgryzienia kawałka przedramienia starszemu. No i jakie wspaniałe antykoncepcyjne działanie mają moje dzieci, po kilku dniach z nimi młodzi ludzie nie zapominają o zabezpieczeniach w sytuacjach intymnych, bo nie daj Boże by im się takie małe stwory trafiły…

Pozdrawiam Was serdecznie i idę oczyścić potwory z warstwy kurzy, ziemi i sama nie wiem czego.
Rn

Opublikowano Rn | Otagowano , , | Skomentuj

Szlag mnie trafia

Pieniądze szczęścia nie dają. Tak słyszałam i nawet mogę się zgodzić, z tymże ich niedobór, a brak tym bardziej, zdecydowanie szczęście oddalają. Ale, że pieniądze potrafią zrobić z człowieka pozbawioną duszy, ohydną rzecz, z tym pogodzić się jest mi trudno. A przykład mam na niemal moim podwórku. Powiedzcie mi, jak można powiedzieć swojemu dziecku, że ma zabierać się wraz z wnukami i wynosić się z domu, bo ma się zamiar go sprzedać. Owszem, osoba o której piszę jest rąbnięta, zwyczajnie psychicznie chora, obecnie w fazie mani, ale i tak wstrząsa mną i mam ochotę wydrapać oczy. Panią powinno się odseparować od społeczeństwa, zwłaszcza od córek, którym uparcie rozwala życie, wysłać do placówki w której obejmie się ją całodobową opieką i przymusowym leczeniem. I zakazem kontaktów z rodziną puki jej stan się nie poprawi.

I tak się zastanawiam, jak udało jej się uzyskać taką fajną córkę, może nieco pogubioną czasami, ale dobrą, świetną matkę, zaradną i silną. Choć tej sile się nie dziwię, sama byłam świadkiem wdeptywania jej w ziemię i prób ośmieszania przez „mamuśkę” i nie wierzę, że to zaczęło się dopiero po naszym poznaniu, że przedtem takie sytuacje nie miały miejsca. Co więcej, wiem co miało miejsce i jako matkę skręca mnie. Może jestem za młoda, może za głupia, może mam nienormalnych rodziców i rodzinę, ale dla mnie matka powinna zawsze dbać o dziecko, stawiać jego interes co najmniej na równi ze swoim, jeśli tylko może to nie pozwolić mu utonąć. A tutaj tego nie widzę, tutaj widzę babę, która znalazła sobie wytłumaczenie dla swoich błędów (to twoja wina), źródło leczenia kompleksów i jak się da dodatkowego dochodu. Wpędziłam Cię w tarapaty? Ups, a co mnie to? Oczywiście, że nie jestem obiektywna, ale nie mam zamiaru nawet starać się, gdy widzę jak osoba, którą cenię i lubię wypruwa sobie flaki, zjadają ją nerwy i niepewność co do jutra, a ktoś kto powinien być oparciem jest… no właśnie nie wiem czym, kłodą, kulą u nogi i zwalającą się lawiną.

Ech kobieto, stań na chwilę i popatrz, na swoje dzieci i ich poplątane losy, na problemy z jakimi się borykają, na wynik Twoich działań. Tak, to ich decyzje ich wybory, ale dokonane w oparciu o ich doświadczenia. O to w co je wyposażyłaś. I popatrz co teraz robisz, kim teraz jesteś. Mamą? Babcią? Na to trzeba sobie zasłużyć, twoja córka jest mamą, może zapytaj ją co to znaczy, bo sama oddalasz się od tego pojęcia z każdą awanturą dalej. Idź się leczyć.

Wkurzona

Rn

Opublikowano Rn | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Elegancki wpis

Jesteśmy u dziadków, gorąco, czekamy na gości, którzy lada chwila mają przybyć, Starszy zakłada sweter. Zwracam mu uwagę, że roztopi się zaraz, na co dziecię z miną pełną powagi oświadcza mi, że on chce być elegancki. Popatrzyłam na niego z politowaniem i pomyślałam, że przy takich rodzicach to szanse ma na to małe. Tak jak na odziedziczenie poczucia stylu. Ech synu, synu, genetycznie to my Cię w tej sferze marnie wyposażyliśmy. Oboje niewysocy i grubi, ale wśród przodków byli i wysocy i chudzi, więc szansa jakaś na niepodobność do rodziców istnieje. Inteligencja też w rodzinie nie szwankowała, gorzej, że kombinatorstwo marne i skażenie uczciwością i poczciwością dość spore. Nawet te cudne błękitne oczęta zmieniają Ci kolor na bardziej szarobure, a nadwrażliwość i wredny charakter spraw w przyszłości nie ułatwią. Nie byłoby zbyt wesoło, gdyby nie fakt, że jesteś tak cudowny i niesamowity i niezwykły i wyjątkowy, a to rekompensuje całą resztę. Wzdycham.

Młodszy tymczasem uzupełnia swój makijaż kolejną warstwą ketchupu, a na zwrócenie uwagi, że ma brudną buzię, przenosi go jednym gestem na rękaw, tworząc malowniczy wzór. On najwyraźniej inaczej pojmuje elegancję, nieco bardziej artystycznie. Wolna dusza, uzależniona od ketchupu.

A ja wepchnęłam się w spódnicę i to taka odsłaniającą kolana. Prezentuję moje urocze grubiutkie nóżki w czarnych rajstopach i czuje się dziwnie. Doszłam do wniosku, że trzeba spróbować, a czekać na wspaniały moment osiągnięcia odpowiedniej ku temu (wg dzisiejszych standardów) wagi nie mam czasu. Bo jak nie teraz to kiedy, jak te moje koślawe kolanka będą już całkiem koślawe? A w ogóle to do kitu z tą wagą, jakbym schudła do wymiarów zachwalanych w licznych publikacjach, to zapewne musiałabym szukać nowego partnera. W końcu mój samiec dominujący zakochał się w konkretnych wymiarach i za konkretnymi wymiarami się ogląda. Dlatego buntuje się i odmawiam osiągnięcia idealnej wagi dla mojego wzrostu. Jak już tak bardzo komuś na tym zależy to myślę, że podczas kremacji będzie taki moment, że wytopie się wystarczająco. A puki żyję to chętnie nieco zmniejszę swoje obwody, ale w granicach mego gustu.

W ogóle co to za mania z tą chudością. Że co, łatwiej taką rzucić? A może patrzeć pod kątem ekonomicznym, im chudsza, tym mniej materiału na ciuchy trzeba. No i jak nie ma ani piersi, ani zadka, to uszyć ciuch jest łatwo. Ja rozumiem, gdy natura obdarza kobietę szczupłością, bywa, ale wtedy zazwyczaj pasuje jej to, nie powoduje wykrzywienia ducha podczas kolejnych diet, podczas gdy kobieta ma biologiczne zapisany większy obwód bioder to ciągła walka z naturą musi wpływać na stan jej duszy i psychiki. Oczywiście nie popieram skrajności drugiego bieguna. Kobieta powinna móc sama się poruszać i nie zastanawiać się przed posadzeniem czterech liter czy krzesło to wytrzyma. Ja apeluję tylko o opanowanie się, różnorodność jest potrzebna, jest piękna i biologicznie uzasadniona.

No, a ja przecież jestem śliczna. Muszę być, mam prześliczne dzieci, po kimś musiały to odziedziczyć. Jasnowłose, niebieskookie, o cerze sugerującej pochodzenie z rodziny młynarzy. I z diablikami w tych oczętach, takimi samymi jak ma ich matka.

Rn.

Opublikowano Rn | Otagowano , , , | Skomentuj

Co za piękny dzień!

Rano dzieci wybrały się/zostały wybrane do szkoły bez awantur niemal, śniadanie częściowo zjadły, a co najważniejsze nie dostały gorączki lub ataku zapalenia uszu tuż przed wyjściem, dzięki czemu ich obecnością mogły nacieszyć się instytucje oswiatowo-przechowalnicze (wreszcie!). Wyniki badań twierdzą, że moja wątroba jeszcze trochę pożyje, a nerki tez nie planują strajku ostrzegawczego. Komputer zawiesił się tylko raz, a internet nadal działa, a w moim naczelnym pasku musiałam dorobić dodatkową dziurkę. Śmierdziel też dobrze zaczął dzień, bo odwiedziła go zgraja nietoperzopodobnych psów z sąsiedztwa. Nawet niewielka awantura, którą uraczyły mnie potwory po powrocie nie może zepsuć mi humoru. Jestem na wzgórzu emocjonalnym, w fazie mini mani, kiedy to uważam się za szczęściarę, mimo wszystko. Słyszeliście „Jezus MaRia Peszek – Wyścigówka”? To jest właśnie taki stan.

No właśnie,Jezus MaRia Peszek, płyta w której się zakochałam, wpadłam po uszy. Już dawno tak nie miałam, żeby coś do mnie tak przylgnęło, trzymało się i wtapiało we mnie. Nie polecam, nie jest to twórczość dla każdego, ale proponuję posłuchać, bo kto wie, może też się w niej odnajdziecie. Jest kontrowersyjnie, jest wzbudzająco, zmuszająco do myślenia, bo w Maria Peszek uderza w pewne ideały, stawia się utartym odpowiedziom na tak kochane przez nas polaków pytania, o patriotyzm, o Boga, o miejsce kobiety. I mimo iż czasem jej światopogląd mija się z moim, lub idzie zaledwie tuż obok, nie ręka w rękę, to trafia do mnie, rozumiem go i szanuję. „Nie wiem czy chcę”, piosenka której tekst powinien może oburzać kobietę marzącą o dzieciach, widzącą się w roli matki od zawsze, wręcz zaślepioną staraniami o nie, jest dla mnie głosem drugiej strony, dojrzałym, nie narzucającym, nie wojowniczym, nasyconym uczuciem. Opisy stanu depresji przemieszanej z manią, teksty, które przynajmniej mnie pchają do przemyśleń nad tym co dzisiaj oznacza być polakiem, a wszystko otulone dobrą muzyką. Płyta dla mnie. I chyba nie tylko, skoro ma już status platynowej.

 

Do przeczytania

Rn

Opublikowano Rn | Otagowano , , | Skomentuj

Pierwszy wpis listopadowy

No i przyszedł listopad. O ile miesiąc może przyjść. Za oknem szarawo, w domu kolejna epidemia, tym razem bardziej stadna niż zwykle, odgłosy kaszlu i marudzenia zlewają się z warkotem turbiny rozprowadzającej ciepło z kominka. Osobiście usiłuje pozbyć się oskrzeli. Ale nie ma tego złego co by nie miało gorszych stron. Albo lepszych. Ponieważ zażywam leki na przeziębienie odstawiłam przeciwbólowe i od 7 dni funkcjonuje bez nich. Nieco ociężale i jękliwie, ale jednak. Nie wiem czy to wynik działania pozostałych leków, czy może mój organizm zajęty walką z infekcją z zewnątrz pozostawił moje stawy w spokoju. Chyba wolę tę pierwszą ewentualność.

W związku z naszym stanem chorobowym nie odwiedziliśmy grobów rodzinnych, ani nie wystawiliśmy dwójniaka z kaszą z miodem i mlekiem dla przodków. Mam nadzieję, że się nie obrażą, choć osobiście podejrzewam, że im to zwisa. No, mam takie przeczucie, że jak już się mój obecny żywot dokona, to nie będzie mnie obchodziło czy mnie spalą, zakopią, rozpuszczą w kwasie czy zrobią ze mnie diament. Jeszcze tego by brakowało bym się miała tym przejmować. I co, straszyć po nocach bo położyli mi na grobie czerwone róże a nie pachnący groszek? Bez urazy, po drugiej stronie mam zamiar mieć to w poważaniu, tak głębokim, że aż wstyd wspominać. Jak już mam straszyć, to znajdę sobie inne uzasadnienie, liczę jednak, że zmienię powłokę i jako byt nieziemski, albo ponownie ziemski, dalej sobie pofunkcjonuję. Nie podnieca mnie wizja zakończenia przygody, coś dalej jest i jestem strasznie ciekawa co. Tylko ten lęk, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła…

Wracamy do szarej egzystencji na padole zwanym Ziemią. Starszak jest zachwycony, iż jest ziemianinem, choć gdyby był Marsjaninem też by nie protestował. Ale ziemia jest teraz trendy, tak jak kosmos i te wszystkie śmieci walające się po nim. I lawa, która jest w środku ziemi. Młodszy jest zachwycony gdy wszystko jest tak jak on chce, a jak nie to drze się i płacze, sprawy nazewnictwa planet oraz życia pozaziemskiego mało go interesują.

 

Ziemianka Rn

Opublikowano Rn | Otagowano , , , , | Skomentuj

Ciemno wszędzie, zimno wszędzie, dziki ryją przed domem

No i przyszła ta mniej fajna jesień, mokra, zimna, zgniło-szara z odgłosami kaszlu i ciągania nosem. Nadal ma swój urok, brązowo-rude dęby, żółto-zielone krzaki, zielona trawa, poprzetykana brązem opadłych liści. Nawet mgła wpasowuje się w klimat tworząc malowniczą perspektywę. Ech dęby, jak ja je lubię. Dla Słowian były świętymi drzewami, nie dziwię się.

Pogoda pod psem, choć z moim ma niewiele wspólnego, jak zobaczył co się dzieje na dworze natychmiast powrócił do ciepłego domu, zaanektował pufę sako i usiłuje spać przy odgłosach zabawy potworów. No bo oni znowu chorzy, choć jak mam być szczera, to dzisiaj już na to nie wygląda. Starszy dał nam w nocy z wtorku na środę koncert kaszlowy, wczoraj dalej zasuwał, aż zastanawiałam się czy jego płuca nie mają zamiaru wynieść się na zewnątrz, a dziś ledwo dwa razy kaszlnął. Ja podłamana, no bo dziś jest dzień ziemniaka, na który uczyliśmy się piosenki i nawet po cichu liczyliśmy, że wyciągniemy na niego dziadka, a tutaj nic z tego. Moje dziecko rozłożyło się na Swój pierwszy występ i nie jestem pewna, czy nie to było powodem całej akcji zdrowotnej. No bo on jednak do mamy podobny, a mamusia zamierała wewnętrznie z przerażenia przy takich atrakcjach, a potem dostawała anginy. W domu zostali obaj, młodszy zakatarzony, niech też się wygrzewa, a na dodatek jednak dużo lepiej jest mieć dwoje dzieci, które mogą zająć się sobą, niż jednego marudzącego non stop.

Ja natomiast mam kryzys ekonomiczno-seksualny, czyli patrzę do portfela a tam… męski narząd rozrodczy. No nic, to już stan utrwalony, powinnam się przyzwyczaić, ale jak widzisz dookoła ludzi w podobnej sytuacji to trochę mało fajnie się czujesz. Zauważyłam, że im bliżej świąt, tym bardziej odczuwam ten stan. No i już czas rozpocząć jesienną depresję, tak by zdążyła się swobodnie przekształcić w depresję świąteczną pod tytułem „jak ja nienawidzę świąt”. Część ludzi zmienia się wtedy w smerfy marudy i tak funkcjonuje do sylwestra.

Ale wracamy do jesieni, do grzybów, przeziębień, odlatujących ptaków, zabłoconych psów i tytułowych dzików, które ryją na łąkach w okolicy, a po zmroku wychodzą pełną banda na ulice. Jedni mają tak zwanych obywateli dresowych, my mamy zwierzynę leśną z rodziny świniowatych. O tyle lepiej, że nawet jeśli przeklinają, to ich nie rozumiemy.

A, zapomniałam o powrocie atrakcji corocznej, czyli myszy. Czemu ja jestem uczulona na koty? Ech…

Rn

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Skomentuj

Przylepa i mądrala

Moja przylepa ma 3,5 roku. Zaledwie i aż. Uwielbia się przytulać, mógłby nie schodzić z kolan, a jeżeli już by schodził to po to by je zmienić. Chce być pieskiem, albo chociaż mieć dużo pięknych i kochanych piesków. Jak na razie ma pluszowego, którym wyciera wszelkie kurze, oraz żywego którego głaszcze i przytula i przekarmia. Uwielbia samochody i samoloty, podczas jazdy obserwuje niebo i szuka śladów na nim po latających maszynach. Gdyby mógł zabrać na bezludną wyspę jeden produkt do jedzenia to byłby to ketchup. Jest niewielki jak na swój wiek i mówi bardzo niewyraźnie, co zdecydowanie mnie niepokoi. Lubi ludzi, ale może się obejść bez nich, zakłada, że jeśli coś komuś nie pasuje, to jego problem, on może bawić się sam. no chyba że chodzi o brata, wtedy wytłumaczy mu siłowo.

Mądrala ma ponad 5 lat, aż trudno uwierzyć jak ten czas leci. W tym roku uzyskał prawo do wychodzenia na ogródek bez opieki dorosłego. Od małego fascynują go koty, z ciężkim sercem zaakceptował fakt mojego uczulenia na nie, co uniemożliwia mu posiadanie kilku sztuk. Ale już ma plany na przyszłość mówiące o tym, że we własnym mieszkaniu będzie miał stado, dzięki czemu uniknie mojego wtrącania się do jego bałaganu. Taka zapora alergenowa przed matką. Tworzy roboty ze wszystkiego z czego się da, nadaje im bardzo abstrakcyjne nazwy i określa ich funkcje. W jego łóżku nie ma dla niego niemal miejsca, bo zajmują je pluszaki. Jest nadwrażliwcem, zaczęło się od dotyku, co uniemożliwiało jego przytulanie, a teraz zbyt duża ilość bodźców jest dla niego wręcz bolesna. Mówi bardzo dużo, wręcz nieprzyzwoicie dużo, ale niestety także niewyraźnie. Jest uparty jak ja i choleryk jak dziadek. Mała gwiazda, która musi być w centrum zainteresowania. Jego hasło to człowiek, istota społeczna. Bardzo cierpi, bo jego koleżanka z dawnego przedszkola powiedziała mu, że go już nie lubi.

Obydwaj są niesamowicie pomysłowi i uwielbiają zaskakiwać, a gdy to robią to dziwią się co nas zachwyca, przecież oni to umieli od dawna. Są inteligentni, ale co innego może powiedzieć matka? Obaj jasnowłosi, niebieskoocy o jasnej karnacji. Obaj drobni, z odstającymi uszkami. Mieszanka genów, trochę mamy, trochę taty, trochę dziadków. Jak twierdzą Ci którzy widują ich czasami, sama słodycz. Ci co mają ich często uważają, że określenie potwory, trolle i demony bardzo pasuje, co nie zmienia faktu że są słodziaki. Chłopcy o krótkich imionach i podwójnym nazwisku, wyniku uporu tatusia. Moi synowie, wyczekani, wystarani, nie przestający mnie zadziwiać i zachwycać. ukochane wnuki, bracia, kuzyni, wujkowie. Największe wyzwanie mojego życia, największe ryzyko, największa odpowiedzialność, największa miłość.

 

Rn

Opublikowano Rn | Otagowano , , | Skomentuj